Głos Siemiatycz On Line - Archiwum,
Wybrane artykuły z poprzednich wydań dotyczące miasta i gminy Siemiatycze
Odznaczenia i pytania
W ubiegłą środę, 23 lutego radni Siemiatycz brali udział w sesji Rady Miasta
Siemiatycze. Podczas obrad gościli wicewojewodę Jerzego Półjanowicz oraz prezesa
spółki "Pronar".
Początek sesji był jednak wyjątkowy. Kilku osobom wręczono bowiem odznaczenia
przyznane przez Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.
Krzyże dla urzędników
- Za pośrednictwem burmistrza Siemiatycz i na wniosek Wojewody Podlaskiego, Prezydent
Aleksander Kwaśniewski przyznał dwa wysokie odznaczenie państwowe siemiatyckim
urzędnikom - powiedział Zdzisław Warpechowski Przewodniczący Rady Miasta. - Za
wzorowe, wysoko sumienne wypełnianie obowiązków wynikających z pracy zawodowej
"Złotym Krzyżem Zasługi" zostaje odznaczony pan Romuald Wilgat.
Natomiast "Srebrnym Krzyżem Zasługi" zostaje odznaczona pani Józefa
Stankiewicz.
Chwilę później wyróżnionym pracownikom odznaczenia przekazał wojewoda Jerzy
Półjanowicz.
- Jest nam bardzo miło, że nasza praca zostaje zauważona przez tak znakomite grono.
Jest to dla nas wyjątkowa chwila w dotychczasowej wykonywanej pracy - powiedziała
Józefa Stankiewicz pracująca w Urzędzie Miasta. - Mobilizuje nas to do dalszej pracy.
Na co dzień staramy się jak najsolidniej wykonywać swoje obowiązki. Za przyznane
odznaczenia bardzo dziękujemy.
...i dla Sybiraków
Podczas sesji odznaczenia otrzymali też siemiatyccy Sybiracy. Szkoda tylko, że aż tak
długo na nie musieli czekać.
Siedem osób otrzymało "Krzyż Zesłańca Sybiru"
"Pronar" będzie budował
W sesji brał udział również prezes spółki "Pronar" Sergiusz Martyniuk.
Prezes przyjechał, by uspokoić radnych i mieszkańców. Przekazał też kilka informacji
na temat przyszłej inwestycji.
- Nie chcę oceniać pismaków z gazety "Współczesnej", nie jest to moja rola.
Z chęcią przyjeżdżam do Siemiatycz. Inwestycja "Pronaru" zostanie w
Siemiatyczach zrealizowana na 100 procent - powiedział Sergiusz Martyniuk prezes spółki
"Pronar". - Obecnie cały teren został ogrodzony. Następny etap to
doprowadzenie energii elektrycznej w zadawalającej nas ilości. Tutaj trwają
zaawansowane rozmowy i uzgodnienia z Zakładem Energetycznym w Bielsku Podlaskim. Powstaje
teraz dokumentacja i przystąpimy do realizacji. Jak tylko zniknie śnieg, ruszą
intensywne prace na placu budowy. Do zrobienia jest bardzo dużo. Chcemy dokupić jeszcze
kilka działek, gdyż potrzeba wybudować mały biurowiec. Trzeba zatrudnić ludzi,
którzy przez całą dobę będą utrzymywać zakład w ruchu. Potrzeba też doprowadzić
gaz ziemny oraz wodę i kanalizację. Wszystko wymaga sporządzenia projektów i
otrzymania wszelkich pozwoleń. Prace projektowe są bardzo zaawansowane. Jestem
optymistą. Mogę zapewnić, że w przeciągu dwóch, trzech miesięcy ruszą widoczne
prace budowlane.
- Kiedy przewiduje pan uruchomienie zakładu? Jaka może być to realna data. Czy
widzi pan jakieś zagrożenia dla inwestycji - pytał radny Mariusz Gocał
- Nie chciałbym podawać dokładnych dat. Powiem tak, że budowa i zamontowanie maszyn
zajmie około 8 miesięcy - kontynuował prezes Martyniuk. - Trudno mi jednak powiedzieć
kiedy zakończone zostaną prace projektowe i czy sprawnie otrzymamy wszystkie potrzebne
zezwolenia. Według mnie zakład w pełni powinien funkcjonować, pełna parą na
przełomie 2006 i 2007 roku. Zagrożenie to potencjał pracowników. Już teraz widzę,
że będzie z tym problem - ludzie wolą pracować w Belgii. Będziemy musieli sobie
jakoś z tym poradzić. Potrzeba nam inżynierów i ludzi prawdziwie chętnych do pracy.
Zgłoszenia cały czas przyjmujemy.
Podczas rozmów w przerwie sesji prezes Martyniuk mówił też, że z niecierpliwością
czeka na zbliżające się wybory parlamentarne. Jest ciekawy jaka opcja polityczna
będzie rządziła i jakie kierunki rozwoju gospodarczego wskaże nowy rząd.
Nieoficjalnie mówi się, że jednym z udziałowców w spółce "Pronar" jest
też Włodzimierz Cimoszewicz, obecny marszałek Sejmu. Zapewne stąd też zapewne tak
duże zainteresowanie prezesa przyszłymi wyborami.
Podjęto uchwały
Podczas dalszych obrad radni podjęli uchwałę w sprawie: ustanowienia tytułu
"Honorowy Obywatel Miasta Siemiatycze" oraz zasad jego nadawania. Ustalili na
2005 r. regulaminu określający wysokość i szczegółowe warunki przyznawania
nauczycielom dodatków motywacyjnego, funkcyjnego i za warunki pracy oraz niektórych
innych składników wynagrodzenia.
Podjęto też uchwałę w sprawie przystąpienia do realizacji i współfinansowania
projektu "Wdrażanie elektronicznych usług dla ludności w woj. podlaskim".
Marek Malinowski, fot. MM
Siemiatycze
Holendrzy chcą zostać na dłużej
W ubiegłym miesiącu nastąpiła zmiana na stanowisku prezesa Oerlemans Foods
Siemiatycze".
- Chcemy, by rolnicy i mieszkańcy utożsamiali się z tym zakładem - mówi nowy prezes
Jacek Glanc w wywiadzie dla Głosu Siemiatycz.
- Dlaczego doszło do zmiany prezesa?
- Były prezes sam zrezygnował z zajmowanego stanowiska. Holendrzy uważają, że
prezesem ich spółek powinien być tzw. "lokalny człowiek". Mam nadzieję, że
sporo czasu będę pracował w Siemiatyczach i zrobię dużo dobrego dla tego właśnie
zakładu. Moją pracę ocenią wyniki finansowe oraz inni ludzie z tej branży -
powiedział Jacek Glanc, nowy prezes spółki "Oerlemans Foods Siemiatycze". -
Mamy tutaj dużo zdolnych i wartościowych pracowników.
- Zakład ten w ostatnich latach kilkakrotnie zmieniał właścicieli oraz nazwy.
- Rzeczywiście tak było. Zakład nie miał po prostu szczęścia do dobrego branżowego
właściciela. Teraz jest inaczej. "Oerlemans", to bardzo dobrze zarządzana
potężna firma. Mamy sprecyzowane cele. Rozwijamy eksport na rynki wschodnie oraz
sprzedaż na rynku krajowym. Na przykład pan Bogdan Kryński bardzo dobrze współpracuje
z firmami ze wschodu. Widać zaangażowanie pracowników w rozwój tej firmy, co mnie
naprawdę cieszy.
- Czy znał Pan wcześniej siemiatycki zakład?
- Zakład odwiedzam od 1985 roku. Wówczas był to jeszcze "Hortex". Pracowałem
wówczas w centrali "Hortex" w Warszawie w dziale eksportu. Później
wyjechałem do pracy do Wielkiej Brytanii. Byłem współwłaścicielem dużej spółki.
Uważam, że Siemiatycze zawsze były jednym z lepszych zakładów w Polsce.
- Czy w najbliższym czasie przewidywane są inwestycje?
- Chcemy poprawić efektywność produkcji i obniżyć koszty. Wprowadzimy kolejne nowe
technologie produkcyjne. Czeka nas wymiana energochłonnych tuneli chłodniczych na
bardziej nowoczesne. Linie produkcyjne chcemy umieścić w jednej hali. Potrzeba na to
milionów złotych.
- Wynika z tego, że holenderscy właściciele uważają ten zakład za rozwojowy?
- Jak najbardziej, są bardzo zainteresowani przyszłością zakładu i będą inwestować
duże pieniądze. Będą to miliony euro. Holendrzy na tym rynku chcą pozostać na wiele
lat. Wszystkie posunięcia i inwestycje są bardzo przemyślane.
- Modernizacja często niesie za sobą zwolnienia pracowników.
- Nie przewidujemy zwolnień. Obecnie zatrudniamy na stałe 225 osób. W sezonie pracuje
dodatkowo ponad 120. Więc jest to duża rzesza ludzi. Zatrudnienie na takim poziomie
będzie utrzymane. Tym bardziej, że rozszerzamy asortyment oferowanych produktów.
- Czy przerób nowych warzyw?
- "Oerlemans" specjalizuje się w produkcji mrożonek warzywnych i owocowych.
Teraz będziemy przerabiali też pieczarki - ruszyła nowa linia pieczarkowa. Chcemy
"nakręcić" koniunkturę regionalną. Kiedyś był tutaj silny rejon
pieczarkowy, istnieją nieczynne pieczarkarnie. Chcielibyśmy to wspólnie z rolnikami
odbudować i ruszyć z pełną produkcją. Jesteśmy skłonni pomagać rolnikom w
odbudowywaniu podłoża do produkcji pieczarek. Zainteresowanych tym tematem zapraszam do
naszego zakładu.
Marek Malinowski, fot. MM
Szwedzi kupią PKS?
W ubiegłym tygodniu przez trzy dni szefowie oraz pracownicy szwedzkiej firmy
Connex Polska oglądali cały zakład PPKS Siemiatycze. Trwają rozmowy na temat
prywatyzacji tego zakładu.
Właścicielami firmy "Connex Polska" są Szwedzi. Firma ta, która wchodzi w
skład dużego koncernu transportowego "Connex Transport", jest zainteresowana
wykupieniem PPKS Siemiatycze. Szwedzi planują najpierw stworzenie spółki, a w
przyszłości przejęcie zakładu w całości.
Cztery PKS w Podlaskiem
- Przystąpiliśmy do prywatyzacji czterech PKS-ów w województwie podlaskim: w
Siemiatyczach, w Bielsku Podlaskim, w Zambrowie i w Łomży. Z tej czwórki wybierzemy
tylko dwa lub trzy - powiedział Tomasz Rochowicz prezes zarządu "Connex
Polska". Takie jest nasze wstępne rozeznanie. Według nas PPKS Siemiatycze to
ciekawe przedsiębiorstwo. Dziś jesteśmy tu po raz pierwszy.
- Jaki jest cel dzisiejszej wizyty?
- Prowadziliśmy pierwsze rozmowy ze związkami zawodowymi oraz dyrekcją PPKS. Z ich
przebiegu jesteśmy nawet zadowoleni. Chcemy wszystko wiedzieć o obecnej działalności.
Zapoznajemy się ze strukturą zakładu oraz wynikami finansowymi. Jeśli złożymy
ostateczną propozycję stworzenia spółki, musimy firmę poznać od podszewki.
- Jeśli spółka, to na jakich warunkach?
- Chcemy posiadać 51% procent udziałów, czyli większość. Inaczej tego sobie nie
wyobrażamy. Pozostałe 49% należałoby do skarbu państwa. Jednak w ciągu kolejnych
pięciu lat chcemy wykupić całość udziałów i stać się stuprocentowym
właścicielem - kontynuuje prezes. W taki sposób przystępowaliśmy do prywatyzacji
innych PKS-ów w Polsce. Obecnie już zarządzamy 12 byłymi PKS-ami. W sumie w Polsce
chcemy sprywatyzować i zainwestować nasze pieniądze w 40 zakładach typu PKS.
Najprawdopodobniej wśród nich będą też Siemiatycze.
- Jak wstępnie oceniacie kondycję PPKS Siemiatycze?
- Widać, że przedsiębiorstwo jest dobrze zarządzane. Jest nastawione na obsługę biur
podróży i przewozy osób do różnych krajów. PPKS posiada dość dobrze wyposażone
zaplecze techniczno - remontowe. Najgorzej jest z autobusami, które obsługują lokalne
połączenia. Średni wiek pojazdów to 13 lat. To bardzo dużo. Dużą część
autobusów typu autosan praktycznie trzeba wycofać z eksploatacji. Widać, że w tej
mierze potrzeba bardzo dużych inwestycji.
- Jakie warunki proponujecie pracownikom?
- Nie chcemy nikogo zwalniać. Interesuje nas zatrudnienie wszystkich pracowników na
takich samych warunkach płacowych. Warunki zatrudnienia, podwyżek będą sztywno
ustalone i nie będą zmieniane przez okres dwóch lat. Po dwóch latach będziemy
negocjować jedynie wartość podwyżek. Będzie to tylko zależało od kondycji
finansowej spółki. Chcemy rozwijać firmę. Priorytet, to ciągły rozwój i szkolenia
pracowników. Chcemy na Podlasiu zainwestować ogromne pieniądze.
- Ostateczna decyzja o wykupieniu PPKS Siemiatycze jeszcze nie zapadła?
- Do końca lutego musimy złożyć ostateczne oferty prywatyzacyjne do Podlaskiego
Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku. Tak jak powiedziałem, złożymy oferty na
prywatyzację dwóch, może trzech PKS-ów. Dla nas PPKS Siemiatycze jest interesującym
pod względem inwestycyjnym przedsiębiorstwem. Na ostateczną decyzję trzeba jednak
zaczekać do końca lutego.
Mamy wysokie notowania
- Rozmowy dotyczące prywatyzacji są zawsze bardzo trudne. Jednak w naszym
przedsiębiorstwie ten temat jest już obecny od ponad roku - powiedział Tadeusz
Mrowiński, dyrektor PPKS Siemiatycze. - Związki zawodowe miały bardzo wiele pytań do
szefostwa firmy "Connex Polska". Pracownicy obawiają się o swoje miejsca
pracy. Przytaczali przykład prywatyzacji byłego Horteksu, gdzie zwolniono bardzo wiele
osób. Jednak z rozmów wynika, że jeśli firma "Connex" złoży swoją
ofertę, to będzie chciała zapewnić miejsca pracy dla wszystkich naszych pracowników.
Szef tej firmy zapewniał nas, że zwolnień nie będzie. Ma być pakiet, który
gwarantuje, że przez dwa lata nikt nie zostanie zwolniony. Zostanie również ustalone
dokładnie, o ile procent w ciągu dwóch lat będą wrastać wynagrodzenia.
Przedstawiciele firmy "Connex Polska" zapowiedzieli, że chcą inwestować duże
pieniądze i szkolić pracowników. Jednak nie odpowiedzieli nam, czy zdecydowali się w
stu procentach na wzięcie udziału w prywatyzacji PPKS Siemiatycze.

- Interesował się pan
działalnością firmy "Connex Polska"?
- Wydaje się, że jest to firma, która posiada bardzo duży kapitał finansowy. Nawet w
Polsce zainwestowała bardzo dużo pieniędzy. Jednak nie wiemy, jakie są jej wyniki
finansowe w poszczególnych spółkach, które stworzyła w Polsce. Można jednak
powiedzieć, że poprzez wzięcie udziału w prywatyzacji uratowała kilka PKS-ów przed
bankructwem.
- Jaki był ubiegły rok dla PPKS Siemiatycze?
- Rok poważnych inwestycji. Kupiliśmy trzy turystyczne autokary firmy
"Mercedes" i jeden autobus firmy "Jelcz". Wyremontowaliśmy
kilkanaście naszych autosanów. Były też remonty dworca oraz warsztatów. W ubiegłym
roku na inwestycje wydaliśmy prawie 2 miliony złotych. Rok zakończyliśmy z dwukrotnie
wyższym zyskiem niż w roku ubiegłym. Jest to zasługa absolutnie wszystkich
pracowników naszego przedsiębiorstwa.
- Jak wypadamy w stosunku do innych pobliskich PKS-ów?
- Przytoczę tylko pewne cyfry. Nasze przedsiębiorstwo zatrudnia 150 pracowników i
posiada 80 autobusów, w tym 14 luksusowych. PKS Bielsk Podlaski posiada 47 autobusów i
zatrudnia 92 pracowników. Nie ma zachodnich autobusów. PKS Zambrów posiada 80
autobusów i zatrudnia 160 pracowników. Uważam, że nasz PPKS ma dobre wyniki finansowe
i wysokie notowania.
- Czekacie na decyzję "Connex Polska"?
- Pracujemy normalnie. Jednak wszyscy są bardzo ciekawi, jaką ostateczną decyzję
podejmie ta firma. Czy będzie negocjowała warunki z Podlaskim Urzędem Wojewódzkim w
Białymstoku? Czy zostaniemy sprywatyzowani? Jaka będzie przyszłość naszego zakładu?
Te pytania nurtują nie tylko mnie, ale każdego innego pracownika PPKS Siemiatycze.
Marek Malinowski, fot. MM
Nietuzinkowi
Prawie w samym centrum Siemiatycz mieszka Tadeusz
Siemienkowicz, zapewne znany wielu mieszkańcom z przydomka "Mucha", a o którym
tak naprawdę chyba mało kto potrafiłby powiedzieć coś bliższego. Ponieważ dotarły
do mnie dość intrygujące opowieści o nim i o jego niezwykłym hobby - konstruowaniu
modeli latających - odszukałem go i
poprosiłem o rozmowę. Drzwi otworzył mi szczupły, długowłosy mężczyzna o nieco
ekscentrycznym wyglądzie, z siedzącym mu na ramieniu czarnym kotem o imieniu Piotrek.

- Panie Tadeuszu,
czy nadal zajmuje się pan modelarstwem?
- Można by powiedzieć, że pośrednio tak, bo modeli co
prawda od jakiegoś czasu nie konstruuję, ale cały czas zajmuję się silniczkami do
nich. Od połowy lat 50-tych dostałem lekkiego bzika na punkcie modelarstwa, najpierw
redukcyjnego (to znaczy wiernych kopii istniejących samolotów), następnie były to
modele samolotów wolnolatające (to znaczy swobodnie, bez uwięzi), a potem owładnęły
mną modele prędkie, na uwięzi. I do tych modeli, osiągających bardzo znaczne
prędkości, zacząłem z czasem sam produkować silniki, gdyż dostępne silniki były
dla mnie za mało szybkie i za mało sprawne. W tamtych czasach w ogóle było bardzo
ciężko cokolwiek zdobyć z branży modelarstwa lotniczego, dlatego zacząłem korzystać
z tego, co gdzieś tam we mnie tkwiło od dziecka - ze smykałki do majsterkowania.
Okazało się, że potrafiłem niemal każdą mechaniczną rzecz nie tylko rozebrać i
złożyć, przy czym nadal ona pracowała, ale potrafiłem dokonywać przeróbek i
modernizacji prawie wszystkiego, czego się tylko dotknąłem. Stąd pomysł, żeby
zacząć produkować silniczki.
- Udało się za
pierwszym razem?
- Prawie. Ja jestem takim zapaleńcem, że jak sobie coś postanowię, to będę grzebał przy tym dotąd, aż się powiedzie. Tak też było i z silniczkami. Naprawić, przerobić je potrafiłem od razu, nie miałem z tym żadnych problemów, ale skonstruowanie pierwszego silniczka trochę czasu pochłonęło. Wieść o tym szybko poszła w świat. Nawiązałem kontakt z największym w Europie producentem silniczków modelarskich - firmą "Rossi" z Włoch, z producentami w USA, przekazałem im informacje o mojej konstrukcji i - proszę, oto powód do dumy - w kwietniu 1978 roku, w amerykańsko - kanadyjskim, prestiżowym miesięczniku modelarskim "AERO MODELLER" ukazał się artykuł o moim silniczku i zastosowanych przeze mnie innowacjach! Zaczęła się poważna korespondencja, wymiana doświadczeń i trwa ona w zasadzie do dzisiaj - i to z kim, z nieznanym wcześniej człowiekiem z jakichś Siemiatycz, trudnych do znalezienia na mapie.
- Czy sprawdził pan swoje silniki i ich modernizacje w
praktyce, na zawodach, w konkurencji z innymi?
- No pewnie, byłem przez lata aktywnym zawodnikiem,
startującym na różnych zawodach i mogę się pochwalić, że na przykład w 1969 roku
byłem mistrzem Polski w kategorii modeli silnikowych, a w 1970 i 1972 byłem wicemistrzem
Polski w kategorii modeli szybkich. I to po ostrej walce z zawodowcami, używającymi
fabrycznych silniczków do swych modeli. Myślę, że mało kto wie, że taki silniczek do
modeli latających ma niesłychanie krótką żywotność, na przykład silnik o
pojemności 2,5 cm? - używany w modelach szybkich - ma żywotność zaledwie 1 godziny
lotu (!) a o pojemności 10 cm? - około 4 - 4,5 godziny. Wyobraża sobie pan, ile trzeba
mieć silniczków, aby brać udział w dużej ilości startów? Toteż poszedłem po rozum
do głowy, wykorzystałem swoje zdolności i "złotą
rączkę" i zacząłem sam je produkować i regenerować. Do dzisiaj wielu moich
dawnych rywali, a obecnie przyjaciół, prosi mnie o dokonanie przeróbek czy napraw,
zatem nie wypadam z branży i stale coś modernizuję.

Pan Tadeusz pokazał mi niektóre części i elementy, które
sam wyrabia i wstawia do silniczków, w tym na przykład łożyska do korbowodów,
mieszczące się na czubku palca, maleńkie świece zapłonowe o wymiarach 2 - 3
milimetrów, tłoki do silników o średnicach kilkunastu milimetrów czy gaźniki
niewiele większe od paznokcia. Do większości tych elementów nie ma co podchodzić bez
silnych szkieł powiększających czy mikroskopu, zatem pan Tadeusz w swym roboczym
rynsztunku ma w sobie coś z medyka czy czarnoksiężnika, a precyzyjne, oszczędne ruchy
rąk wprawiają w nastrój jakiegoś misterium. Zapytałem, czy nie korci go powrót do
czynnego uczestnictwa w zawodach, stanięcia znów w szranki z nowymi rywalami?
- Wie pan, czasem przychodzi mi to głowy, ale gdzie miałbym
potrenować, w Siemiatyczach nie ma żadnego przestronnego, płaskiego i bezpiecznego
miejsca do potrenowania szybkich lotów. Bo znów pewnie mało kto wie, że taki
"samolocik" z maleńkim silniczkiem, latający na linkach o długości 17,96
metra (to wymóg regulaminowy), potrafi przy 40 - 45 tysiącach obrotów na minutę
osiągać prędkości do 300 kilometrów na godzinę. Panie, strach pomyśleć, co by się
mogło stać na niezabezpieczonym, przypadkowym placu, gdyby się coś poszło nie tak! A
bez wielu treningów nie ma co myśleć o zawodach. Dlatego na razie nie startuję, ale
kto wie, kto wie...?
Kiedy jeszcze dowiedziałem się, że w latach
młodości pan Tadeusz konstruował gitary elektryczne, z których jedna nawet pojechała
do Szwecji, że zbudował rower, napędzany silnikiem spalinowym 30 cm? i śmigłem,
osiągający szybkość do 60 km/godz., że potrafił naprawić i usprawnić każdy typ
maszyn do szycia, maszyn dziewiarskich, aparatów fotograficznych i innych precyzyjnych
urządzeń, moje uznanie zaczęło zmieniać się w podziw. Kiedy natomiast pokazał mi
jeszcze własnoręcznie wykonane kopie ubiorów (!) gwiazd muzyki rockowej z lat 70-tych,
wykonane ze skóry i zamszu, a także wykonane przez siebie kopie obuwia (!!) noszonego
przez te gwiazdy, w których zresztą sam chodzi, pomyślałem sobie: - Panowie, czapki z głów, przed wami
autentyczny, choć niestety niedoceniony we właściwym czasie przez współziomków
talent, jaki rodzi się raz na dziesięciolecia. A że pan Tadeusz nie jest zamkniętą
kartą historii - kto wie, może jeszcze nie raz o nim usłyszymy. Tadeusz
Sikorski
Piesze szlaki i czakramy
Człowiek, którego chcę dziś przedstawić, jest zapewne
znany wielu mieszkańcom naszego miasta, jest jednak na tyle nieprzeciętny, że warto mu
poświęcić nieco uwagi i przypomnieć jego sylwetkę. Oto Eugeniusz Nowak, człowiek, który o sobie mówi,
że męczy się siedzeniem i odpoczywaniem, a odpoczywa wtedy, kiedy się solidnie
zmęczy! Pan Eugeniusz bowiem jest od lat dziecięcych czynnym turystą pieszym i nie
przesadzę chyba mówiąc, że przeszedł piechotą całą Polskę wzdłuż, wszerz i na
skos i to parę razy.

-
Kiedy to się zaczęło?
- Moja mama opowiadała, że jak miałem cztery lata, kopałem kiedyś łopatką dołek w ziemi. Ktoś zapytał mnie, co robię i ponoć odpowiedziałem, że kopię dziurę do środka ziemi, żeby zobaczyć, co jest w środku. Zawsze interesowało mnie to, co znajduje się w ziemi, na ziemi i nad ziemią, a nie ma lepszego sposobu na poznawanie Ziemi przez duże "Z" , jak wędrowanie po niej i obserwowanie wszystkiego wokoło. I pewnie dlatego któregoś dnia poszedłem "w świat" i chodzę tak po dziś dzień.
- Ile
już lat wędruje pan po Polsce?
- Myślę, że będzie już z 50 lat, bo
pierwsze wycieczki po najbliższej okolicy, zaczęły się w szkole podstawowej. Potem w
harcerstwie zaczęły się poważniejsze wyjazdy na biwaki, na obozy, na coraz dłuższe
rajdy w coraz to dalsze miejsca. Stopniowo wciągnąłem się w piesze wędrówki tak, że
nie mogłem usiedzieć spokojnie, kiedy ich nie było. Zacząłem marzyć o zdobyciu
pierwszych odznak za turystykę pieszą, górską i krajobrazową. Ale żeby zdobyć taką
odznakę, trzeba było swoje piesze rajdy i wędrówki odpowiednio udokumentować. Za 1
kilometr rajdu dostawało się 1 punkt, a na odznaki trzeba było zgromadzić setki, a
nawet tysiące punktów, to może pan sobie wyobrazić, ile kilometrów przeszedłem,
skoro zdobyłem wszystkie odznaki - Turysty Pieszego, Górskie Turystyczne i Odznaki
Krajobrazowe i to we wszystkich kategoriach! To były tysiące przebytych piechotą
kilometrów w przeróżnych warunkach pogodowych i setki a może i tysiące poznanych
miejsc w Polsce i nie tylko.
- A skądże, przez myśl mi to nie
przeszło. Jaka to była frajda poznawać nowe miejsca, nowych ludzi. Kiedy się kończył
jeden rajd, ja już planowałem kolejny, nie mogłem się wprost doczekać!
Pan Eugeniusz pokazał mi dziesiątki
zdobytych odznak turystycznych, mnóstwo plakietek z rajdów, a także opasłe tomy w
których zgromadził dokumentację swoich wyczynów - setki zdjęć, stempli z miejsc, w
których bywał, zaproszeń na rajdy i poświadczeń o ich odbyciu, mapki miejsc, które
zwiedził. Oglądałem je z zainteresowaniem i nieomal z zazdrością słuchałem jego
opowieści. Przecież w swoim życiu zdążył już zobaczyć więcej, niż mogłoby
zobaczyć kilkunastu a może i kilkudziesięciu ludzi, a jak sam mówi, wciąż go
"pięty swędzą" i nie ma zamiaru na tym poprzestać.
- Już w latach 70-tych działałem w kole
PTTK przy Cechu Rzemiosł a od 1980 do końca lat 90-tych pracowałem w Nadbużańskim
Oddziale PTTK. Kiedy zaczęto likwidować oddziały PTTK (w dawnym białostockim z 20
oddziałów ostało się tylko 5) przeszedłem do Nadbużańskiego Klubu Turystyki i
Krajoznawstwa w Siemiatyczach i prezesuję mu do dzisiaj. Ale przez cały ten okres jestem
aktywnym turystą i organizatorem imprez turystycznych a także pilotem i przewodnikiem
wycieczek, cały czas w ruchu. W 1999 roku zostałem odznaczony przez Urząd Kultury
Fizycznej i Turystyki za wybitne osiągnięcia w rozwoju turystyki.
W domu Eugeniusza Nowaka znajduje się też
ogromna ilość wydawnictw turystyczno - krajoznawczych, przewodników, atlasów, map,
slajdów, folderów, monografii poświęconych ciekawym miejscowościom, słowem -
całkiem spore muzeum turystyki, krajoznawstwa i wypoczynku.
- Dla dzieci od czasu do czasu są
organizowane wycieczki piesze i dzieci na ogół chętnie w nich uczestniczą, ale
młodzież to już prawie wcale nie garnie się do takich form wypoczynku czy też
poznawania swego kraju, zresztą i wśród dorosłych z roku na rok spada zainteresowanie.
Szkoda, bo zanim się wyruszy w Europę czy świat warto by poznać kraj, w którym się
żyje i mieszka, a który, śmiem twierdzić, jest znacznie ciekawszy od wielu innych
krajów. Wystarczy tylko chcieć.
Tadeusz Sikorski, fot. TS
Pieszym i kierującym pojazdami daje się
już we znaki remont drogi na ulicy Ciechanowieckiej. Utrudnienia w ruchu są uciążliwe,
szczególnie w kontekście zbliżającego się roku szkolnego, kiedy być może dzieci
będą zmuszone chodzić jezdnią. Wykonawca robót nie zapewnił bowiem przejścia dla
pieszych na remontowanym odcinku. - Tak jest naprawdę? Dziwne, że nikt z władz miasta
mnie o tym nie poinformował - mówi szef
kontraktu na modernizację ulicy z ramienia Rejonu Dróg Krajowych, pan Klimowicz. - Obiecuję zająć
się tą sprawą.

- Obecnie czyszczony jest chodnik.
Rzeczywiście były utrudnienia w przejściu pieszych, ale nasi pracownicy starali się
pomagać przechodzącym ulicą. Od dzisiaj nawierzchnia zostanie utwardzona i można
będzie bezpieczniej poruszać się na tym odcinku. Od 1 września dzieci będą bez
przeszkód chodzić do szkoły. Nasze prace zmierzają do poszerzenia ulicy i wykonania
chodnika również po drugiej stronie, przy cmentarzu. Zbierania się wody na ulicy nie
będzie, wymieniamy kanalizację deszczową. Ta, która istniała, była wadliwa,
niestarannie wykonana (czyżby z lat 70-tych? - przyp.JP), obecnie kładziemy inne,
szczelne rury. Termin robót został skrócony, ponieważ zaangażowaliśmy więcej
sprzętu i ludzi. Myślę, że to co zrobimy, będzie miało odpowiedni standard.
Dwa tysiące spraw rocznie
O funkcjonowaniu Wydziału Grodzkiego sądu w Siemiatyczach
rozmawiamy z Przewodniczącym sędzią Janem Kapelka.
- Najbliższy Sąd
Rejonowy mieści się w Bielsku Podlaskim. Podzielony jest na pewne wydziały. Jaki ma
związek z wydziałem grodzkim w Siemiatyczach?

- Podstawowe wydziały Sądu Rejonowego - mówi sędzia Jan
Kapelka - to: karny, cywilny, rodzinny, ksiąg wieczystych i wydział grodzki. W
niektórych sądach istnieją jeszcze wydziały pracy, gospodarcze, rejestrowe.
Najbardziej rozbudowanym wydziałem jest grodzki. Można powiedzieć, że wydziały te
powoli stają się takimi mini sądami, bo przejmują największą ilość spraw do
rozpoznania. W Siemiatyczach funkcjonuje ósmy wydział zamiejscowy Sądu Rejowego w
Bielsku Podlaskim. Oprócz tego mamy tutaj wydział ksiąg wieczystych. Obsada obu
wydziałów jest jednoosobowa. Do obsłużenia mamy cały powiat.
-
Jakich przestępstw najczęściej dotyczą sprawy?
- Jeżeli chodzi o kategorię spraw "K", czyli
przestępstw, to najwięcej jest spraw z artykułu 178a paragraf 1 i 2, czyli kierowanie
pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości, ewentualnie rowerem. Druga kategoria to
kradzieże i kradzieże z włamaniem. Na czoło wysuwa się kradzież złomu. Takich spraw
jest coraz więcej, a wartość skradzionego złomu niekiedy przekracza kilkadziesiąt
tysięcy złotych. Dla przykładu podam, że miałem sprawę, w której zginął
transformator ważący kilkaset kilogramów, a był umieszczony trzy metry nad ziemią i
podłączony do prądu.
A inne kategorie
przestępstw?
- To przestępstwa związane z podrabianiem i przerabianiem dokumentów. Prowadzę sprawę, w której podrobiono około trzystu dokumentów. Poza tym często trafiają do nas sprawy znęcania się w rodzinie, najczęściej nad żoną lub dziećmi. Te sprawy są o tyle trudne, bo dotyczą właśnie rodzin. Najczęściej jest tak, że żony są bite, poniżane nawet przez kilkanaście lat i to sąsiedzi nie wytrzymują, radząc tej kobiecie złożyć zawiadomienie na policji.
- Jakie sprawy są
najtrudniejsze do rozstrzygnięcia?
- Prywatno - skargowe. Trudne, bo sąd musi od początku do końca zbierać wszystkie materiały. Nie bazujemy na materiałach policyjnych. Sprawy prywatno - skargowe dotyczą przestępstw mniejszych, ale drobnymi wcale się nie okazują. Są to najczęściej przestępstwa znieważenia, uszkodzenia ciała, naruszenia nietykalności cielesnej. Często dotyczą sąsiadów żyjących przez miedzę, jak również rodziny, która nie potrafi ze sobą współżyć. Każde wyzwisko traktowane jest jako znieważenie. Owszem, od strony formalnej jest to znieważenie. Ale procedura wymaga, aby rozstrzygnąć, czy na przykład nie była to prowokacja, albo czy druga osoba nie odpowiedziała tym samym.
- Kategorią, którą można nazwać niższą, są wykroczenia
- Dotyczą czynów drobniejszych niż przestępstwa i o mniejszej szkodliwości społecznej. W skali roku mamy ich kilkaset. Ale rozstrzygnięcie kolizji drogowej, w której brało udział kilka samochodów, wcale nie jest łatwe. Tutaj nadmienię, iż zarówno do przestępstw jak i wykroczeń istnieje możliwość wydawania wyroków nakazowych. To skraca postępowanie. Jeśli oskarżony albo obwiniony nie sprzeciwia się, to sprawa zostaje załatwiona na jednym posiedzeniu
- Pozostałe sprawy?
- To przede wszystkim sprawy cywilne. Ich też rocznie jest
kilkaset. Przykładowo dotyczą nieopłacenia rat kredytu, jazdę bez biletu, niepłacenia
czynszu, niezapłacenia za towar. Zwykle kończą się szybko. Sąd zazwyczaj szybko
wystawia nakaz zapłaty.Pozostałe kategorie spraw związane są z wykonywaniem orzeczeń
- wyroków i postanowień. To bardzo absorbuje naszą pracę. W skali roku spraw tej
kategorii jest również około kilkaset. Sprawa po wydaniu wyroku nie przestaje istnieć.
Trzeba wykonać wiele czynności, by można ją było odłożyć do archiwum. Niekiedy
postępowanie wykonawcze trwa kilka razy dłużej niż jej rozpoznanie na rozprawie
głównej.
- Podobno z każdym
rokiem spraw przybywa.
- W ubiegłym roku wpłynęły do wydziału 1.323 sprawy. W pierwszym półroczu tego roku już 1.011. Spodziewam się skoku prawie stuprocentowego. Wprawdzie część spraw przejęliśmy z wydziałów karnych w związku z nowelizacją Kodeksu Postępowania Karnego, ale nie jest to decydujący czynnik wzrostu ilości spraw. Jeżeli taka dynamika zostanie zachowana, w tym roku spraw będzie znacznie ponad dwa tysiące, łącznie we wszystkich kategoriach.
- Pracuje Pan w małym
środowisku. Po wydaniu wyroku na pewno spotyka Pan ludzi, których dotyczył. Czy
kłaniają się?
- Kłaniają się. Zawsze stosuję następującą zasadę: w każdym trzeba widzieć człowieka. Oczywiście, że złodzieja i bandytę należy traktować jak złodzieja i bandytę, ale trzeba mieć na uwadze również to, że w każdym drzemie jakaś nutka człowieczeństwa. My nie rodzimy się źli. Źli dopiero stajemy się. Jeżeli komuś wymierza się bezwzględną karę pozbawienia wolności, to trzeba dokładnie wyjaśnić, dlaczego taką karę wymierzyliśmy. Ktoś, kto popełnił przestępstwo będzie dokładnie wiedział, za co tę karę otrzymał. Z doświadczenia wiem, że ci, którzy wiedzą za co idą do więzienia, nie powiedzą złego słowa. Dokładnie zdają sobie sprawę z tego, że sami na to zasłużyli. Dzień dobry nie powiedzą ci, którzy zrobili coś złego, ale w drobnych sprawach, nie mających w zasadzie wpływu na ich życie. Sądzę już prawie sześć lat i nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś by mnie znieważył. Jeszcze raz podkreślam, że w każdym trzeba widzieć człowieka.
-
Jednak na sali sądowej sytuacje są różne. Czasami ludzi ponoszą nerwy.
- W takich przypadkach staram się nie denerwować. Nie lubię,
jak na sali ludzie krzyczą albo kłócą się. Gdy do tego dojdzie, stosuję krótką,
dyscyplinarną metodę - karę grzywny albo siedem dni pozbawienia wolności. Dodam, że
kilka osób już za to musiało odbyć karę w areszcie w Hajnówce. Ta metoda jest bardzo
skuteczna. Osądziłem już wielu, można powiedzieć, pieniaczy. Żaden z nich nie miał
do mnie żadnych zarzutów. Sprawę należy rozstrzygnąć zgodnie z przepisami prawa,
doświadczeniem życiowym i własnym sumieniem.
- Jak
na pracę sądu wpłynie utworzenie prokuratury w Siemiatyczach?
- Na pewno usprawni działanie. To duża niedogodność, jeśli prokuratora nie ma w siedzibie sądu. Przykładowo, są tak zwane dobrowolne poddania się karze. Jeżeli prokurator jest na miejscu, to zarządza się krótką przerwę i prokurator stawia się na rozprawę. Jeśli prokuratora nie ma, musimy odraczać rozprawę. Poza tym prokuratorzy częściej będą pojawiali się w Siemiatyczach. Będzie, więc możliwość przyspieszenia postępowania, uniknięcia rozbieżności wniosków, skonsultowania się. W utworzeniu prokuratury widzę same plusy.
- Nominacja sędziowska chyba jest dożywotnia?
- Posiadanie nominacji sędziowskiej związane jest z używaniem
tytułu sędzia. Jest to nominacja zazwyczaj dożywotnia, chyba, że ktoś z niej
zrezygnuje lub swoim zachowaniem doprowadzi do tego, że decyzją organu przestanie być
sędzią - wyrok sądu powszechnego lub sądu dyscyplinarnego. Sędzia po przepracowaniu
kilkudziesięciu lat przechodzi w stan spoczynku.
- Dziękuję za rozmowę.
Prokuratura jak po grudzie
Od dłuższego czasu trwają rozmowy i pertraktacje w sprawie
finansowania i powstania prokuratury w Siemiatyczach. Od dwóch miesięcy wiemy, że
jednostka ma mieć swoją siedzibę w budynku Starostwa Powiatowego w Siemiatyczach. Są
gotowe plany architektoniczno - budowlane. Jednak nie wiadomo kiedy pierwszy młotek i
pędzel dotknie ściany starostwa, by przygotować pomieszczenia na potrzeby prokuratury.
Nie wiemy też, jakie środki finansowe poszczególne gminy przeznaczą na remont.
Potrzeba będzie ponad 300 tysięcy złotych. Wszystko wskazuje na to, że prace budowlane
nie zakończą się do 1 lipca, gdyż pozostało niewiele ponad 1,5 miesiąca.
- Czy
prokuratura rozpocznie działalnośc od lipca?
- Mam już rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości, które
mówi o powołaniu z dniem 1 lipca 2004 roku Prokuratury Rejonowej w Siemiatyczach -
powiedział Sławomir Luks Prokurator Okręgowy w Białymstoku. - Jednak w jakiej formie
ona będzie funkcjonowała nie wiem, gdyż nie otrzymałem od starostwa do dnia
dzisiejszego planów architektoniczno - budowlanych. Miało to być gotowe w kwietniu.
Mamy już kilkanaście dni maja i planów nadal nie mam. Coś czuję, że ja i władze
samorządowe 1 lipca najemy się wstydu, gdyż całość prac idzie jak po grudzie. Ja
robię wszystko, co jest tylko możliwe, a samorządy ociągają się i nie rozumiem
dlaczego tak się dzieje.
-
Jeśli prace budowlane nie zostaną ukończone czy jednostka zacznie działać?
- Na pewno 1 lipca przykręcamy czerwone tablice na budynku
starostwa. Natomiast jest wielką niewiadomą jakie będą warunki w pomieszczeniach. Nie
wyobrażam sobie pracy w momencie, gdy ktoś będzie biegał z młotkami, pędzlami,
wiertarkami. A jeśli samorządy prac zdecydowanie nie przyśpieszą, to tak będzie.
Wówczas będzie wielki wstyd. Ja zrobiłem wszystko ze swojej strony. Czuję, że ktoś
mnie i instytucję Prokuraturę Rejonową w Siemiatyczach traktuje trochę mało
poważnie. Tak to naprawdę wygląda, że chyba sam pozostałem na placu boju. Akcję pod
hasłem "prokuratura" wykorzystuję się chyba do werbalnych wyborczych celów.
Widzę, że staroście i burmistrzowi zależy na powstaniu, ale jakoś to się strasznie
ślimaczy. Z tego ich "chcenia" jak na razie niewiele wynika.
- Mieszkańcy często narzekają, że kolejne miejskie i gminne pieniądze będzie trzeba wydać na państwową jednostkę zamiast na drogi i chodniki?
- Chciałbym głośno powiedzieć, że na dwa zamiejscowe
wydziały sądu samorządy wydały 1 milion 200 tysięcy złotych. Natomiast my na
samodzielną jednostkę potrzebujemy trochę ponad 300 tysięcy złotych. Więc koszta są
nieporównywalne.
AmbasadoR Belgii w Siemiatyczach
W ubiegłym tygodniu w Siemiatyczach
gościł Bruno Nčve de Mévergnies, Ambasador Królestwa Belgii w Polsce. Wizyta trwała
zaledwie kilka godzin, ale gość zapowiedział, że w tym roku przynajmniej jeszcze raz
odwiedzi nasze miasto.

Współpraca
jest potrzebna
- Pan ambasador przyjechał wraz z ekipą belgijskiej
telewizji publicznej - powiedział Zbigniew Radomski burmistrz Siemiatycz. - Zwiedził
część naszego miasta. Był też w restauracji "Cezar". Został przez nas
przywitany na granicy miasta chlebem, który upiekła specjalnie na tę okazję piekarnia
PSS"Społem". Rozmawialiśmy o możliwości współpracy i nawiązania
partnerskiego kontaktu z jednym z miast w Belgii. Chcielibyśmy nawiązać taką
współpracę, by ożywiły się jeszcze bardziej nasze kontakty z Belgią. Jest duża
szansa na to, że w niedługim czasie z jednym z miast taka umowa zostanie podpisana.
Widzę potrzebę nawiązania takiej współpracy. Najwięcej mogłaby skorzystać na tym
nasza młodzież i dzieci. Naszze miasto też dzięki temu mogłoby ożywić się
kulturalnie i ekonomicznie. Pan ambasador wiosną ma przyjechać powtórnie do Siemiatycz,
być może na dzień lub dwa. Chciałby też odwiedzić skansen w Ciechanowcu.
- Spotkanie było bardzo sympatyczne. Ambasador był bardzo
zaskoczony tak ciepłym przywitaniem - powiedział Zdzisław Warpechowski, przewodniczący
Rady Miasta. - Podczas rozmów bardzo interesował się dlaczego tak wielu mieszkańców
Siemiatycz wyjeżdża do pracy w Brukseli. Ambasada nie ma żadnych problemów z naszymi
mieszkańcami przebywającymi w Brukseli. Jedynie związki zawodowe w Belgii protestują
przeciwko przyzwoleniu na nielegalną pracę, którą wykonują też nasi mieszkańcy, bo
również w Belgii rząd ma coraz większe problemy z bezrobociem. Z zapowiedzi ambasadora
wynika, że w tym roku przyjedzie do nas jeszcze raz. Myślę, że nawiązanie bliższych
kontaktów z ambasadą jest dla nas potrzebne i w przyszłości może przynieść wymierne
korzyści dla obu stron. MM
Oddział położniczy w
nowych warunkach
Pozazdrościć noworodkom

Wspólnie można dużo zrobić
- Usługi medyczne są pewnego rodzaju towarem, więc trzeba rywalizować. Ten nasz jedyny szpital musi pozostać - powiedział starosta Jan Zalewski. - W ostatni czasie napawa mnie optymizmem fakt, że zaczynamy wszyscy myśleć, że szpital jest nasz wspólny. Pomaga nam burmistrz Radomski, wójtowie z innych gmin, jak również najważniejsi - mieszkańcy naszego powiatu. Ta pomoc naprawdę cieszy. Jestem też zadowolony z obecnego zarządzania szpitalem. Uważam, że dobrym ruchem było sprowadzenie do naszego szpitala z Ciechanowca obecnego ordynatora doktora Zdzisława Błaszkiewicza, który jest bardzo zaangażowany dla dobra tego oddziału i szpitala. Myślę, że te nowe sale, wyremontowane, będą świadczyć, że wspólnie możemy dużo dobrego zrobić dla naszych mieszkańców.
Burmistrz
pod wrażeniem
- Jestem pod wielkim wrażeniem, że tak wyremontowane sale są już w naszym szpitalu - powiedział Zbigniew Radomski burmistrz Siemiatycz. - Naprawdę nasze drogie kobiety, które rodzą nam nasze pociechy, będą miały teraz wielki komfort. Ja rodziłem się w zupełnie innych warunkach więc mogę pozazdrościć tylko przyszłym noworodkom. Mam nadzieję, że wspólnie będziemy pomagać naszemu szpitalowi. Oby takich radosnych chwil było jak najwięcej w tym naszym szpitalu.

Mamy
eleganckie sale
- Jak przyszedłem dwa i pół roku temu odział, który tutaj zastałem był taki typowy. Wszystko było raczej sztampowe - powiedział Zdzisław Błaszkiewicz ordynator oddziału położniczo - ginekologicznego siemiatyckiego szpitala. - Zaczęliśmy remonty od oddziału położniczego, gdyż zwolniły się pomieszczenia po zakładzie opiekuńczym. Poprzez moje starania z poprzednia panią dyrektor Anasińską udało się przenieść zakład opiekuńczy w inne miejsce. Zaczęliśmy więc robić remont kapitalny. Zostały wymieniona instalacja centralnego ogrzewania, okna, instalacja elektryczna i wodnokanalizacyjna, tynki. Położono nową glazurę i terakotę. Wszystko nabrało odpowiedniego blasku. Chcieliśmy urządzić sale nie tak sztampowo. Nasze sale nazywają się niebieska, żółta, zielona, gdyż w takich kolorach są urządzone. Te sale są eleganckie. Praktycznie mają wszystko: bardzo nowoczesna aparatura dla noworodków, w każdej sali jest piękna kabina prysznicowa, wygodne szwedzkie łóżka z regulacją. Są też specjalne łóżeczka dla niemowlaków, dzięki którym mama dziecka może być bardzo blisko swojej pociechy. Wszystko robiliśmy sposobem gospodarczym i poprzez sponsoring. W te prace dla dobra oddziału zaangażowana mocno była dyrektor Barbara Anasińska, obecny dyrektor Mirosław Leśkowicz i wiele innych dobrotliwych nam osób. Za każdą złotówkę lub inną pomoc chciałbym wszystkim serdecznie podziękować. Chcemy jeszcze doposażyć nasz oddział i stworzyć specjalny pokój socjalny dla naszych pacjentek, tak by mogły sobie zagotować herbatę, czy zrobić coś małego do jedzenia. Obecnie możemy przyjąć każdą kobietę ciężarną na nasz oddział. Rodzenie odbywa się naprawdę w warunkach komfortowych. Cieszy to, że coraz więcej jest kobiet spoza naszego powiatu np. z Ciechanowca, gdyż zauważają, że mamy tutaj naprawdę dobre warunki.
Sesja Rady Miasta Siemiatycze
Krótka kołdra
W ubiegłą środę 18 lutego nad tegorocznym budżetem obradowała rada miasta Siemiatycz. Tym razem na sesję licznie przybyli mieszkańcy z różnych części miasta, by przedstawić swoje problemy i zapytania. Szkoda, że musieli się być stłoczeni w małej sali konferencyjnej Urzędu Miasta
Czy
zrobią coś nad zalewem?
- Chciałbym wiedzieć, jakie są miejskie plany zagospodarowania
terenu wokół dużego zalewu. Mieszkam w tym rejonie i chciałbym wiedzieć, co tutaj
zostanie zrobione dla mieszkańców i ewentualnych turystów - powiedział Krzysztof
Osmólski były dyrektor TP SA w Siemiatyczach. - Jest budynek na nibyhotel, który nie
wiadomo kiedy będzie ukończony. Praktycznie poza tym nie ma nic. Chciałbym usłyszeć
jakie są plany i wizja dla tego terenu. Powiedzenie, że jest to ładne miejsce dla
potencjalnych turystów nic nie mówi i nie znaczy. Trzeba ich czymś zainteresować,
przyciągnąć i zatrzymać w tym miejscu, by wydali swoje pieniądze. Praktycznie teraz
nie ma tam nic. Jako emeryt chciałbym też jakoś zainwestować. Może w agroturystykę?
Tylko chcę wiedzieć co zrobi miasto? Co chce zrobić dla mieszkańców i turystów?
- Chciałabym wiedzieć, jak to jest z ulicą Obrońców
Westerplatte? Kto decydował o wylewaniu tam asfaltu? -powiedziała jedna z mieszkanek tej
ulicy. - Kawałek jest asfaltu później go nie ma i później znowu jest. Od kiedy tak
się buduje ulice? Z jakich powodów tak się działo? - Zapewne tak się robiło za
poprzednich władz, że ktoś przychodził i "siadał na głowę", by zrobić
jego kawałek tej drogi - powiedział burmistrz Radomski. - Robiono kawałek asfaltu, by
mieć spokój i zadowolić mieszkańców tej ulicy. Zapewne tym się kierowano.

- Panie burmistrzu, to za pana kadencji była odcinkowość lania tego asfaltu, a nie za czasów pana poprzedników - odpowiedziała mieszkanka ulicy Westerplatte. - To chyba pan zadecydował o takim wylewaniu asfaltu. Dlatego zadałam te pytania. Niestety nie otrzymałam teraz satysfakcjonującej odpowiedzi.
Zastawie i Słowiczyn
walczyły o swoje
- Nasze osiedle Zastawie jest traktowane po macoszemu -
powiedział jeden z mieszkańców. - Ciągle nam się coś obiecuje i żadnych konkretów.
Nie mamy na Obrońców Wizny oświetlenia, chodnika, ulicy. Mówi się, że na dwa
przystanki MKS też nie ma pieniędzy. Więc na co idą nasze podatki? Potrzeba też jest
placu zabaw. Całe nasze osiedle jest zaniedbane przez miasto. Chcemy wiedzieć kiedy to
się zmieni i kiedy doczekamy się czegokolwiek.

Musicie
mnie zrozumieć
- Odpowiadając na problemy mieszkańców osiedla Zastawie. Ja
was rozumiem, ale musicie też mnie zrozumieć - powiedział burmistrz Zbigniew Radomski.
- Rozumiem, że osiedle powstało 12, czy 14 lat temu. Wszystko rozbija się o pieniądze.
Są mieszkańcy, którzy też do mnie przychodzą z potrzebami inwestycji i mieszkają
znacznie dłużej w różnych rejonach Siemiatycz. W tym roku zrobimy oświetlenie na
Obrońców Wizny za 100 tysięcy złotych. Może okrawężnikujemy tę ulicę. Na
wykonanie chodnika i asfaltu obecnego budżetu nie stać. Nie mamy w tym roku na to
pieniędzy. Więcej ode mnie nie oczekujcie, gdyż nie chcę składać deklaracji bez
pokrycia. Co do placu zabaw? Na wiosnę miasto do tego się włączy. Jeśli nam
pomożecie to plac zostanie wykonany. Jeśli chodzi o Słowiczyn. W ubiegłym roku
wykonane zostało oświetlenie. W tym roku ciągniemy wodociąg i starostwo wykona
znaczną część chodnika na Słowiczyńskiej. Naprawdę z różnych przyczyn pieniędzy
na inwestycje nie ma tyle ile byśmy chcieli. Ciągle nasz budżet uszczupla nowe
ustawodawstwo. Potrzeb w mieście jest bardzo wiele.
Naprzykrza się
burmistrzowi
- Proszę nie mówić, że na Zastawiu nie robi się kompletnie
nic - powiedział radny Krzysztof Wieczorek. - Będę coraz częściej naprzykrzał się
burmistrzowi w sprawie osiedla Zastawie. Na komisjach miejskich wspólnie z pozostałym
radnymi czasami skaczemy sobie do oczu, by coś wyrwać dla swojego osiedla. Jednak, jako
radny, muszę też myśleć o całym mieście. Myślę, że na wiosnę będę pilnował
sprawy placu zabaw, czy też boiska na osiedlu Zastawie. Wiem, że mieszkańcy chcą
więcej inwestycji, jednak środki finansowe to ograniczają. Takie mamy czasy, nie
wszystko można zrobić już i teraz. Potrzeba tutaj zrozumienia i dobrej woli nas
wszystkich.
Krótka kołdra
- Dobrze się stało, że wszyscy jesteśmy tutaj. Mamy wzrok
zwrócony na nasze otoczenie. Wiemy teraz jakie problemy mają nasi mieszkańcy. Miasto
jest jednym organizmem. Jednak budżet jest czasami jak ta krótka kołdra. W jedną
stronę pociągniesz to z drugiej brakuje. Nie na wszystko wystarcza. Czy burmistrz jest
jak królik wyciągnięty z kapelusza? Osobiście mogę mu czasami tylko współczuć, że
codziennie ma aż tylu interesantów. Cały czas przychodzą do niego mieszkańcy ze
swoimi problemami. Więc ma bardzo dużo pracy. Stara się w miarę swoich możliwości je
dobrze i mądrze rozwiązywać - powiedział Zdzisław Warpechowski przewodniczący rady
miasta Siemiatycze.
Zmiany
w dodatkach mieszkaniowych
Obniżono o 20 punktów procentowych wysokość wskaźników
procentowych uprawniających do dodatku mieszkaniowego.
Nowe inwestycje w siemiatyckich zakładach POLSER (z 28.XII.2003)
Francuzi zadecydowali o przeprowadzeniu kolejnych dużych inwestycji w siemiatyckim zakładzie "Polser". Od kilku dni trwają już intensywne prace budowlane. Na ten temat rozmawialiśmy z Aleksandrem Rożukiem dyrektorem operacyjnym firmy "Polser".
-
Czego dotyczą inwestycje?
- Obecnie rozpoczęliśmy modernizację i
rozbudowę wydziału produkcji serów pleśniowych. Rocznie produkujemy około 1.200 ton
sera pleśniowego. W ciągu dwóch lat produkcję chcemy zwiększyć do 5 tysięcy ton
rocznie. Powstaje obecnie nowa hala produkcyjna i będzie wyposażona w nowoczesne
urządzenia i linię produkcyjną. Inwestycja to około 6,5 miliona złotych. Część
środków zapewne otrzymamy z programu SAPARD. Będziemy też w przyszłym roku
modernizować inne linie technologiczne. Obecnie jest to na etapie projektowania. To
zapewne kolejne miliony złotych. Będzie to kolejna bardzo duża inwestycja. W 2004 roku
zakupione zostaną trzy nowoczesne samochody transportowe (mleczarki) firmy
"Renault". Tak więc rok 2004, będzie w naszym zakładzie rokiem bardzo
poważnych inwestycji. Na dziś wiadomo, że Siemiatycze będą w grupie
"Lactalis" centrum produkcyjnym serów pleśniowych.

- Czy
w związku z tym powstaną nowe miejsca pracy?
- Na pewno powstaną jakieś nowe miejsca
pracy, wszystko zależy jak bardzo linia będzie zautomatyzowana. Dodatkowo na pewno na
tzw. sezon zostanie przyjęta jak co roku znaczna ilość pracowników. A i tak
zatrudniamy znaczną ilość ludzi w Siemiatyczach. Jestem zadowolony z pracy naszych
pracowników.
- Na
jakie rynki trafiają sery pleśniowe?
- Obecnie na teren całej Polski. Także do
Czech, Węgier oraz na wschód. W przyszłości zapewne do kolejnych krajów. Takie są
cele całej grupy "Lactalis"
-
Jaka jest przyszłość "Polseru"?
- Zakład posiada tzw. najwyższą kategorię "A" na
wszystkie wyroby, więc możemy bez problemów eksportować nasze wyroby na rynki
zachodnie. W tym na rynek UE. Jest tylko jedna niepokojąca mnie sprawa. Nie wiemy, czy po
wstąpieniu do Unii Europejskiej będzie utrzymany dla Polski kontyngent eksportowy serów
do USA. Obecnie Polska mogła wyeksportować rocznie 2 tysiące ton sera. Z czego nasz
zakład eksportował, aż 1.700 ton. Jak to będzie w przyszłym roku nie wiemy. Nikt za
bardzo z ministerstwa nie chce nam powiedzieć. Jest to dla nas bardzo ważna kwestia.
- Planowana była również budowa zakładowej oczyszczalni
ścieków?
- Absolutnie się z tego nie wycofujemy. Na
pewno coś będziemy robić. Na razie idą duże inwestycje w produkcję. Francuzi nie
chcą odstąpić od budowy oczyszczalni.
- Obecnie zapewne najważniejsze to
pozyskanie jak najwięcej dostawców mleka?
- Rzeczywiście tak jest.
Chcemy mieć jak najwięcej dostawców, którzy posiadają odpowiednie certyfikaty unijne,
więc spełniające wymagania sanitarno-weterynaryjne. Częściowo kredytujemy rolników,
by modernizowali swoje gospodarstwa. Pomagamy w miarę naszych możliwości. Obecnie mamy
3.600 dostawców. Dziennie skupujemy około 240 tysięcy litrów mleka.
- Jak duża jest to inwestycja dla
rolnika?
- Żeby przygotować
oborę na tzw. minimum to trzeba przeznaczyć około 13 tysięcy złotych. Jednak zależy
to od wielkości budynku i innych spraw. Potrzeba zamontować odpowiedni zbiornik,
położyć glazurę, stworzyć odpowiednie stanowisko udojowe. To są wymagania sanitarne,
które musza być spełnione.
- Czy Francuzi są zadowoleni ze
współpracy z rolnikami?
- Na pewno wiele się zmieniło na plus we współpracy
pomiędzy Francuzami, a naszymi rolnikami. Francuzi wymagają wysokiej jakości mleka.
Jeżeli jakość nie będzie wysoka to produkcja serów pleśniowych nie będzie możliwa.
Na pewno rolnikom trudno to zrozumieć, ale takie są wymagania. Takie wymogi
wynegocjował nasz rząd. Moje zdanie jest takie, że jeśli rolnik wytrzyma z Francuzami,
to po wstąpieniu do Unii na pewno sobie poradzi. Myślę, że obecnie współpraca jest
dobra i może być jeszcze lepsza. To właśnie Francuzi naciskali, by rolnicy szkolili
się i modernizowali swojego gospodarstwa. Teraz rolnikom jest im łatwiej, gdyż duża
liczba rolników jest już przygotowana do wstąpienia do Unii. Zresztą Francuzi są
zdecydowani nadal inwestować w zakład i wspomagać rolników. Na pewno będą naciskać
na wysoką jakość dostarczanego mleka jak i produkowanych wyrobów.
- Mówi się, że gdyby nie pana zaangażowanie, operatywność i
determinacja mleczarnia już dawno, by nie istniała?
- Sporo zdrowia tutaj zostawiłem. Zależy mi na przyszłości "Polseru". Przecież jest to duży zakład pracy w Siemiatyczach, który ciągle się rozwija. Niektórzy mnie lubią inni nie - takie jest życie. Jednak "Polser" jest wizytówką Siemiatycz. Zrobię wszystko, by zakład nadal się rozwijał. Wszystkim mieszkańcom Siemiatycz, pracownikom i dostawcom mleka życzę rodzinnych, miłych świąt Bożego Narodzenia i bardziej radosnego 2004 roku. (mm)
Sydney
Żółtak - spotkanie z przeszłością
Nigdy
nie zapomnimy
Przed kilkunastoma dniami naszą redakcję odwiedził Sidney Żółtak z Kanady. Jest on Żydem, który poszukuje pamiątek i informacji o swoich rodzicach i całej rodzinie. Dlatego odwiedził naszą redakcję, zwraca się również o pomoc do naszych Czytelników.

- Dlaczego odwiedził pan
Siemiatycze?
- Urodziłem się w
Siemiatyczach w 1931 roku, pamiętam Siemiatycze podczas i trochę sprzed wojny.
Mieszkałem z rodzicami w jednej z pięknych kamienic przy obecnym Placu Jana Pawła II.
Wtedy nazywał się to Plac Józefa Piłsudskiego. Pamiętam też ratusz. Ta kamienica
zachowała się do dnia dzisiejszego, teraz mieści się tam sklep odzieżowy. Moi
rodzice, o nazwisku Żółtak, mieli tutaj sklep odzieżowy. Zajmowali się też trochę
krawiectwem. Ojciec urodził się w Siemiatyczach, matka w Grodzisku. Miałem też
dziadków w Grodzisku. Mój wujek po drugiej stronie obecnego ronda w Siemiatyczach miał
swoją kamienicę i był zegarmistrzem, też miał na nazwisko Żółtak. W Siemiatyczach
i okolicach chyba znany też był inny wujek o nazwisku Kejles.
- Jak przebiegło dzieciństwo?
- Na tym placu bawiłem się wspólnie z różnymi dziećmi z Siemiatycz. Pamiętam, gdzie były sklepy, kawiarnia, hurtownia, apteka przy pl Piłsudskiego. Pamiętam dobrze jak wyglądała wtedy synagoga, szkoła kadimah, w której w 1939 roku zacząłem naukę w 1 klasie. Mama powtarzała zawsze mi, że trzeba się uczyć przez całe życie. Po napaści sowietów na Polskę chodziłem do innej szkoły, gdyż uczyliśmy się po rusku, polsku, ale nie po hebrajsku. Dyrektor był z Rosji, uczyli nas Międzynarodówki i hymn rosyjski. Jako dzieci nie zdawaliśmy sobie sprawę, że Sowieci chcieli nam wcielić w umysły nic nie warte wartości.
- Przebywaliście w siemiatyckim getcie?
- Gdy przyszli Niemcy nie mieliśmy żadnych praw, rozpoczęły się łapanki. Jak pamiętam, 1 sierpnia 1942 roku w Siemiatyczach zrobiono getto. W to miejsce zwieziono wszystkich Żydów. Zostaliśmy umieszczeni w malutkim domu z jeszcze czterema rodzinami. W getcie moi rodzice pracowali na rozkazy i potrzeby nazistów. W listopadzie rozpoczęto wywózki do obozu koncentracyjnego w Treblince. Mój ojciec był w getcie konserwatorem. Pewnej nocy przecięliśmy druty kolczaste i uciekliśmy z getta. Uciekło wtedy sporo ludzi, niektórzy zostali zastrzeleni. Nam udało się przeżyć ucieczkę. Po wojnie mój wujek Kejles wraz z innymi osobami odnalazł cześć zamordowanych Żydów, ich ciała pochowano na cmentarzu żydowskim w Siemiatyczach.
- Jak przeżyliście wojnę?

- Ojca spotkałem dzień później po ucieczce z getta, matkę tydzień później. Babcia też uciekła, a dziadek został zabity. Po ucieczce było bardzo trudno. W związku z tym, że mama pochodziła z Grodziska, to udaliśmy się w tamtą stronę. Wiele osób odmawiało pomocy, tylko nieliczni nam pomagali. Żyliśmy w lasach, ukrywaliśmy się w różnych miejscach i warunkach. Dla mnie małego chłopca było to coś strasznego. Koszmar, który pamiętam do dzisiaj. Jedna z rodzin spod Grodziska nam pomogła i przechowała nas przez 13 miesięcy. Zawsze będziemy o tym pamiętali. Moja mama przykazała nam byśmy zawsze utrzymywali z tą rodzina kontakt. Kiedy ja umrę, pamięć o nich przejmie mój syn. To, co ci ludzie zrobili ludzie dla nas, nie da się ująć w słowach. Nigdy o tym nie zapomnimy. Chcę, by ta rodzina otrzymała nagrodę Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Mam nadzieję, że ich w końcu przekonam i zgodzą się bym mógł ich zgłosić. Są to ludzie o ogromnym sercu, wzór dla innych.
- Co się stało z Wami po wojnie?
- Po wojnie trafiłem do szkoły. Jednak już w kwietniu 1945 wyjechaliśmy z Siemiatycz. Niektórzy Żydzi wyjeżdżali do USA, do Palestyny. My wyjechaliśmy do Kanady. Tam zmarła moja mama, ja mieszkam w Montrealu. Mój syn też przyjeżdża teraz do Polski. Mam ogromny sentyment do Siemiatycz. Wiem, że są zdjęcia i różne pamiątki z Siemiatycz w Kanadzie i w USA. Staram się je odszukiwać. Ostatnio znalazłem zdjęcia podczas wystawy w Waszyngtonie.
- Poszukuje pan w Siemiatyczach,
Grodzisku, pamiątek, ludzi, którzy znali rodziców?
- Chciałbym
odnaleźć pamiątki i wszelkie informacje, wspomnienia o moich rodzicach o nazwisku
Żółtak. Może są osoby, które pamiętają, mają zdjęcia naszego sklepu lub robili w
nim zakupy? Może ktoś pamięta mego wujka zegarmistrza o nazwisku Żółtak w
Siemiatyczach, lub wujka o nazwisku Kejles? Chciałbym z takimi osobami nawiązać
kontakt. Wiem, że w Polsce panuje wśród wielu przekonanie, że Żydzi będą coś
zabierać. Nic z tych rzeczy. Mnie interesuje tylko historia, szukam pamiątek i
wspomnień o moich rodzicach i całej rodzinie. Chciałbym wiedzieć o nich coś więcej,
byli dla mnie najważniejsi. Jeżeli są takie osoby to bardzo proszę ich o kontakt z
waszą gazetą "Głos Siemiatycz".
Sąd poświęcony razem z ministrem (21.X.2003)
W piątek, 3 października w Siemiatyczach, uroczyście otwarto
nową zamiejscową siedzibę Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim. W budynku obecnie
mieszczą się dwa wydziały: grodzki i ksiąg wieczystych. Nowy budynek znajduje się
przy ulicy Górnej (były budynek LOK).
Zastępca burmistrza Siemiatycz, Stanisław Waldemar Fleks
przekazał w prezencie zegar. Otrzymał go Wiesław Oksiuta Prezes Sądu Rejonowego w
Bielsku Podlaskim.

Będę wspierał
Siemiatycze- Jestem po raz pierwszy w Siemiatyczach - powiedział Grzegorz Kurczuk
Minister Sprawiedliwości - mam nadzieję, że nie ostatni. Wiem, że czynione są
starania o powstanie prokuratury w Siemiatyczach. Dążę do tego, by w takich miastach
powiatowych jak Siemiatycze, jak najszybciej powstały prokuratury i sądy rejonowe.
Będę wspierał Siemiatycze, by były tutaj te jednostki. Dziękuję samorządom gminnym,
miejskim i powiatowym za wsparcie finansowe. Szczególnie w tej chwili, gdy mój resort
przeżywa duże kłopoty finansowe. Miło było gościć w Siemiatyczach. Dziękuję za
zaproszenie dla pana starosty, prezesów sądów i prokuratury.
Poseł Czuż pomaga
Otwieramy, by skutecznie
zamykać
Co tak cuchnie?
O jakiegoś czasu dzwonią do nas
Czytelnicy, narzekając na odczuwalny smród. Źródła padają różne, były
"Hortex", mleczarnia, oczyszczalnia ścieków.
To
nie od nas
Chciałbym zapewnić, że ten nieznośny
zapach snujący się po całych Siemiatyczach nie pochodzi z naszego zakładu -
powiedział Roman Szczurowski z siemiatyckiego zakładu "Oerlemans". Niech pan
zapyta w oczyszczalni zapewne to od nich pochodzi. Nie do wytrzymania jest dopiero w
okolicach "Kmicica". Zapraszam do naszego zakładu, tutaj na produkcji nie ma
tego zapachu.
Pośrednio trochę winy jest z naszej strony
- powiedział Adam Doliński kierownik oczyszczalni ścieków w Siemiatyczach - mamy
obecnie zbyt mało energii elektrycznej, by wszystkie urządzenia pracowały na 100% mocy.
Pracujemy na minimum. Wkrótce będzie
przebudowywana cała sieć energetyczna. Dodatkowo część energii elektrycznej zużywa
firma wykonująca modernizację oczyszczalni. Na nieszczęście wszystko złożyło się
na szczytowy zrzut ścieków z "Oerlemansa". Tutaj trafiają do nas cząstki
selera, cebuli, marchwi, kalafiora itd. Cała gama zapachów. Najgorszy jest kalafior,
który w dużych ilościach tworzy straszny smród. Przez dobę wybieramy kilka dużych
pojemników pływających cząstek warzyw. To wszystko przy takich temperaturach wręcz
"gotuje się", dlatego są tak intensywne zapachy. Cześć tych zapachów
pochodzi zapewne też z samego zakładu.

Więc
"Oerlemans" nie może ukryć co produkuje?
Spływające ścieki z tego zakładu są
oczyszczane na kilku etapach. Jednego nie da się wytrącić, barwnika. Dzisiaj jak pan
widzi oczyszczona woda ma kolor czerwony i to idzie dalej do Kamionki i Bugu. Zapewne
przerabiają aronię lub buraki. Czasami płynie "złota rzeka", przy przerobie
np. cebuli. Na bieżąco wiemy co przerabiają przy Armii Krajowej.
Zapewne, aż do zakończenia tak
intensywnego przerobu warzyw, czyli październik - listopad. Zależy to też od
temperatury powietrza. Zakończenie w listopadzie generalnego remontu oczyszczalni zapewne
znacznie poprawi sytuację.
Zatruty zalew - ciąg dalszy
W związku z tym, że działania władz w kwestii poprawy stanu zalewu w Siemiatyczach są niewielkie, postanowiliśmy zbadać wodę z pomocą najlepszych w Polsce fachowców od hydrologii. Próbki wody pobrane w sierpniu dopstarczyliśmy do Morskiego Pogotowia Ekologicznego w Słupsku. Zajmował się tym nasz dziennikarz Marek Malinowski. A oto pierwsze efekty badań.

Szanowny Panie Redaktorze
Potwierdzamy odbiór przesyłki z "sinicami" i Waszej gazety, która jest bardzo ciekawie, wielostronnie redagowana. Artykuły o sinicach były dobrze napisane i nic nie można im zarzucić. W ramach działalności Morskiego Pogotowia Ekologicznego przy Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku znaleźliśmy już trochę czasu żeby przyjrzeć się siemiatyckim glonom, które wywołały w obu zalewach katastrofę ekologiczna.
Z naszych badań wynika ze jest to niestety zakwit sinicowy, w którym dominują sinice z rodzaju Synechocystis sp., co jest zjawiskiem rzadkim w naszych wodach i mamy mało informacji na temat tych glonów. Drugim stwierdzonym gatunkiem glonów planktonowych występującym również masowo jest sinica Microcystis wesenbergii. Sinice z rodzaju Microcystis należą do najbardziej toksycznych sinic w naszej strefie geograficznej. Wydzielają w okresie życia egzotoksyny a po śmierci endotoksyny, które są zabójcze dla innych mieszkańców waszych zalewów, włącznie z rybami. Wśród kilkunastu izofor toksyn najniebezpieczniejsza jest microcystina LR. Ponadto obydwa gatunki omawianych sinic przy tak potwornym zagęszczeniu w procesie fotosyntezy, zabierając z wody dwutlenek węgla powodują jej bardzo silną alkalizację i mogą z obojętnego odczynu wody (pH około 7) doprowadzić do pH 11, co może przeżyć zaledwie kilka bardzo odpornych gatunków zwierząt. Z ryb najbardziej odporna na tak silnie zalkalizowaną wodę jest płoć (śnie przy pH powyżej 10,4). Inne gatunki np. szczupaki, okonie, jazgarze jak również raki pręgowate (Orconectes limosus), które zapewne były znajdowane martwe obumierają już po przekroczeniu pH 9,2. Ta choroba nazywa się alcalosis (choroba zasadowa) i stwierdzana była już w Polsce w Zalewie Szczecińskim w latach 80-tych, gdzie zginęły cierniki i jazgarze. Tak więc za przyczynę katastrofy w waszych zalewach, bez badań i z takiej odległości można ogólnie uznać: zatrucie toksynami sinic, niebezpieczne pogorszenie wartości odczynu wody (szkoda że nie udało się zmierzyć odczynu pH) przypuszczalnie na skutek obumieranie ogromniej biomasy sinic niewykorzystanych przez "podtruty" toksynami i pH zooplankton, i ich gnilnego procesu rozkładu na dnie, nastąpiło wyczerpanie zapasów tlenu, wystąpiła przyducha, która wywołała śmierć ryb (np. najbardziej wrażliwe na brak tlenu szczupaki obumierają już przy zawartości tlenu poniżej 4 mg O2
W dzień w związku z fotosyntezą i
wydzielaniem tlenu przez sinice nie następowały śnięcia. Niestety ogromna masa sinic
nocą zaczęła zużywać tlen do oddychania eliminując go z wody i to mogło być
przyczyną tragedii ryb. Nie mamy żadnych danych oprócz waszych zdjęć i trudno nam
jednoznacznie wypowiedzieć się na temat katastrofy zalewów. Nie znamy głębokości
zbiorników, przepływu wody (retencji), zawartości soli biogenicznych (azotu i fosforu),
pH, ilości i nasycenia tlenu itd. Musimy dopiero szukać w literaturze danych o
dominującym Synechocystis i jego szkodliwości. Jak uruchomimy rok akademicki to
powrócimy do sprawy. (...)
Z poważaniem
OERLEMANS inwestuje
W Siemiatyczach jakiś czas temu pojawił się nowy podmiot gospodarczy - firma Oerlemans Food Siemiatycze sp. z o.o. Jej prezesem jest Thomas Meissner, który udzielił "Głosowi Siemiatycz" wywiadu.
- Proszę
przedstawić zarys działalności firmy Oerlemans.
- Oerlemans jest jednym z przedsiębiorstw działających na
międzynarodowym rynku w produkcji mrożonek owoców i warzyw. Mamy wiele swoich
oddziałów w różnych krajach Europy. Pracujemy na Węgrzech i w Holandii. W Polsce
istnieją dwie fabryki: jedna w Siemiatyczach,
druga w Strzelnie. Funkcjonują już i powstają nowe rynki zbytu w krajach byłego
związku sowieckiego. Część produkcji sprzedajemy do USA. Inną gałęzią
działalności firmy jest produkcja folii opakowaniowej. Obecny obrót wynosi 170 tysięcy
ton mrożonek rocznie.
- W bieżącym roku zamierzamy wytworzyć 25 tysięcy ton
gotowego produktu. Nasze inwestycje w 2003 roku to suma 1 - 1,5 mln euro. Nadchodzący rok
to również inwestycje dużej miary. Ilość wytwarzanego produktu ma więc tendencje
wzrostowe.
- W zasadzie przerabiamy wszystkie warzywa i owoce. Są to:
jabłka, maliny, truskawki, śliwki, rabarbar, cukinia, fasola, marchew, brokuły,
ziemniaki, jarmuż. Można powiedzieć, że cała paleta dostępnych na rynku owoców i
warzyw. Opieramy się w zasadzie na własnej bazie surowcowej, sprowadzamy towar z całej
Polski, drogi przewozu sięgają nawet do 500 km. Chcemy, aby rynek dostawców z naszej
okolicy był jeszcze bardziej rozwinięty. Wielu producentów związanych jest z zakładem
od wielu lat. Staramy się rozmawiać z rolnikami na temat współpracy, na tematy pomocy,
której moglibyśmy udzielać.
- W tym roku zaczęliśmy wprowadzać systemy jakości HCCP i
EPSIS. Szczególnie ten drugi ma być standardem w branży spożywczej. Pozytywnie
przeszliśmy przez audyt, a teraz trwa normalna procedura wdrażania. Jesteśmy pewni
otrzymania certyfikatu. Pozyskujemy tylko polski surowiec, w ubiegłym roku
przyjmowaliśmy także surowiec ekologiczny, ale obecnie z tego zrezygnowaliśmy.
Produkcję ustawiamy bardziej pod zapotrzebowanie klientów i trzeba dodać, że klienci
chcą z nami współpracować. W zakładzie w Siemiatyczach obecnie zatrudniamy 250
pracowników stałych i 110 sezonowych.
- Nie chcę się oficjalnie na ten temat wypowiadać dlatego,
że każdy kraj ma swoją specyfikę, swoje przepisy. Oerlemans jest na polskim rynku od
kilku lat, ma doświadczenie, zresztą, prawo danego kraju należy akceptować.
- Firma Oerlemans ma bardzo dobre podstawy do rozwoju. Chcemy,
aby rolnicy nabrali zaufania do nas i zechcieli budować wspólną z nami przyszłość.
Obecna sytuacja zakładu jest stabilna i pewna. Mamy środki finansowe, doświadczony
personel i kadrę, mamy zbyt na swoje towary. Skupimy każdą ilość surowca. Zapraszamy
do współpracy.
Wieś pomaga szpitalowi
W ubiegły czwartek bardzo miłą
niespodziankę otrzymał siemiatycki szpital. Mieszkańcy kilku wiosek przywieźli prawie
siedem ton ziemniaków i warzyw.
- Udało się zebrać tyle darów od mieszkańców Śledzianowa, Obniża, Wierzchucy, Arbas, Bużysk, Putkowic, Chechłowa - powiedział Franciszek Przystupa, sołtys Śledzianowa. - Chcemy wspólnie w ten sposób pomóc szpitalowi, czyli nam wszystkim. Zbiórkę zainicjowali ks. Leon Pawluk, proboszcz parafii pw. św. Piotra i Pawła w Śledzianowie oraz poszczególni sołtysi. Naprawdę, nasz ksiądz proboszcz to wyjątkowy człowiek. Każdy mieszkaniec przekazał to, co mógł. Są ziemniaki, warzywa, cukier, a nawet mąka. To dar naszej społeczności. Całość przewieźli ciężarówką Kazimierz Kobyliński i Zygmunt Kosk. Żyją u nas ludzie o dobrych i wrażliwych sercach. Każda wieś w całym powiecie na swój sposób powinna pomóc. Nigdy nie wiadomo, kiedy i kto znajdzie się w potrzebie.

- Naprawdę, to
piękna sprawa - powiedzieli pracownicy SP ZOZ pracujący przy rozładunku. - Cieszy nas
bardzo, że są wrażliwi ludzie i chcą pomagać. Chcemy im bardzo, bardzo za to
podziękować. Na pewno o ich dobroci nie zapomnimy. Przecież to co przywieźli, będzie
służyć chorym, którzy obecnie znajdują się w naszym szpitalu. Jeszcze raz
dziękujemy.
I znowu do szkoły
Od 1 września na nowo ożyły szkoły w całym naszym powiecie.
Swoją dalszą edukację rozpoczęli uczniowie różnego
rodzaju szkół średnich.
- Według danych na dzień 30 sierpnia - powiedział Krzysztof Rożuk Naczelnik Wydziału
Edukacji, Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia Starostwa Powiatowego w Siemiatyczach, - we
wszystkich szkołach średnich naszego powiatu uczyć się będzie 1785 osób. W Zespole
Szkół w Siemiatyczach w pierwszych klasach będzie uczyło się 234 osoby, w sumie we
wszystkich oddziałach 726 osób. W LO w Drohiczynie w pierwszych klasach edukację
rozpocznie 58 osób, wszystkich uczniów będzie 152. W ZSR w Czartajewie w pierwszych
klasach uczyć się będzie 152 osoby, w sumie we wszystkich oddziałach 504 osoby. W ZSR
w Ostrożanach w pierwszych klasach naukę rozpoczną 144 osoby, w sumie w tej szkole
uczyć się będzie 346 uczniów. W Szkole Podstawowej w Siemiatyczach przy ulicy
Pałacowej uczyć się będzie 36 podopiecznych. Te dane w bardzo niewielkim stopniu mogą
jeszcze ulec zmianie. Można zauważyć, że niż demograficzny coraz bardziej się
pogłębia i odczuwają to niektóre szkoły. Po prostu uczniów z roku na rok jest coraz
mniej.
POniżej na zdjęciach - otwarcie roku szkolnego w Zespole
Szkół w Siemiatyczach. Od 1 września oddano tutaj do użytku część nowego budynku
szkoły - siedem nowych sal lekcyjnych. Umozliwi to naukę na jedną zmianę. (mm)
Sesja Rady po wakacjach
Mamy przynajmniej flagę...
W środę 27 sierpnia obradowali radni
miasta Siemiatycze. Tym razem porządek obrad zawierał zaledwie siedem punktów, w tym...
zamknięcie i otwarcie obrad.
- Pierwszy projekt flagi miasta został odrzucony przez
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, gdyż odcienie kolorów flagi nie
spełniały odpowiednich norm. Obecny przedstawiony państwu projekt został już
zaopiniowany pozytywnie. Mogę powiedzieć, że z flagi będą mogli korzystać wszyscy
mieszkańcy Siemiatycz.

- Chciałbym usłyszeć - powiedział radny Andrzej
Kochański, - w jaki sposób były lub będą wykorzystane informacje od wędkarzy,
dotyczące nielegalnych przyłączy kanalizacyjnych i spływających nimi ścieków. Te
przyłącza dotyczą terenu zalewów. Wiem, że wędkarze sygnalizowali burmistrzowi ten
problem i posiadają odpowiednie zdjęcia.

Radni podjęli uchwałę w sprawie utworzenia obwodów
głosowania w wyborach uzupełniających do Senatu RP, które odbędą się 12
października 2003 roku. Dodatkowo powstaną dwa zamknięte obwody głosowania. Siedziby
dodatkowych komisji obwodowych będą mieściły się w szpitalu powiatowym w
Siemiatyczach i domu pomocy społecznej. Podjęta
została również uchwała w sprawie przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu
zagospodarowania przestrzennego części miasta Siemiatycze położonej między ulicami:
Drohiczyńską, Kilińskiego i Nową, na zachód od ulicy Witosa.
Śmierć w centrum miasta
29 lipca, ok. godz. 5.50, pracownik Przedsiębiorstwa Komunalnego
znalazł leżące na skwerku w parku w Siemiatyczach zwłoki mężczyzny. Wezwano
policję. W wyniku przeprowadzonych oględzin policjanci ujawnili szereg obrażeń ciała,
m.in. głowy, tułowia, kończyn. Na zwłokach widoczne były też ślady protektorów
obuwia. Okazało się, że nieżyjący to 42-letni bezdomny z Siemiatycz. Denatowi nic nie
zginęło - nic przy sobie nie miał.

Policjanci rozpoczęli dochodzenie. Szybko ustalili i zatrzymali
sprawców. Są to dwaj młodzi mężczyźni w wieku 18 i 19 lat - mieszkańcy ulicy
Drohiczyńskiej w Siemiatyczach. Jeden został zatrzymany w Siemiatyczach. Około dobę
przebywał w policyjnym areszcie w Siemiatyczach, po czym w konwoju policyjnym został
odwieziony do aresztu śledczego w Hajnówce. Drugiego zatrzymano w Świecku podczas
próby przekroczenia granicy. On również znajduje się już w areszcie w Hajnówce.
Katastrofa ekologiczna
Od czerwca zabroniona jest kąpiel w siemiatyckich zalewach.
Jednak to, co się wydarzyło w ubiegłym tygodniu w miejscowych zbiornikach wodnych,
można nazwać katastrofą ekologiczną. W ciągu trzech dni, jak szacują wędkarze,
wyłowiono z małego zalewu 700 kg śniętej ryby.
Fetor i
zdechła ryba
Poniedziałkowe południe. Przebywanie nad małym zalewem jest
nieznośne, gdyż nieprzyjemny zapach znad wody jest trudny do wytrzymania.
Widać, że po zalewie pływają kajaki, a w nich- pracownicy
MOSiR z podbierakami. Podpływając do brzegu mówią, że łowią już prawie przez cały
dzień. Sami nie są w stanie powiedzieć, ile już martwych ryb wyłowili. Co chwilę
podnoszą podbierak z kolejną śnięta rybą.
Podchodzę do tamy na małym zalewie. Tam, zgromadzeni kolejni wędkarze mówią o tym, co się dzieje. - Nikt tym się nie interesuje. Tyle zmarnowanej ryby. Sandacze, szczupaki, sumy, takie po 6 - 7 kg. Wszystko zmarnowane. Przecież ta woda w obydwu zalewach kwitnie już prawie dwa miesiące. Nikt się tym nie zainteresował. Dlaczego tak się dzieje? Powiesili tylko tabliczkę zakaz kąpieli i zadowoleni z życia... Nie chodzi tylko o nas, wędkarzy, ale także o mieszkańców i turystów - przecież w tym brudzie nie będą się kąpać. Dużo mówi się w naszym mieście o turystyce, ale tak naprawdę, prawie nic się nie robi w tym kierunku. Przecież za te zbiorniki odpowiada MOSiR i burmistrz. Jesteśmy pewni, że ktoś wypuszcza ścieki do zalewu, tak jednego jak i drugiego. Mówiliśmy już w ubiegłym roku, że coś złego dzieje się z zalewami.
Oprócz pracowników MOSiR i wędkarzy, śnięte ryby
wyławiały również osoby postronne. Niektórzy twierdzili, że zabiorą je do domu,
przygotują i zjedzą.
- To, co się tutaj dzieje, to skandal- stwierdzają siemiatyczanie. - Środek wakacji, a nikt jeszcze nie może zanurzyć nogi w zalewach. To, że ryby będą umierać masowo, było pewne. Tyle czasu kwitną glony i nikt tym się nie zajmuje. Przecież teraz mały zalew jest już zatruty. Jak tam się kąpać, kiedy śmierdzi? A zresztą, przecież wszystkie zdechłe ryby nie wypłyną i będą rozkładać się w wodzie. Wcześniej czy później do tego by doszło. Zbiorniki te od momentu powstania nigdy jeszcze nie były czyszczone. Wczoraj przyjechała do mnie znajoma rodzina z Belgii. Jak zobaczyli te zalewy, stwierdzili krótko: HIV. Nawet nie wie pan, jak mi było głupio i przykro.

Martwy zbiornik
- To już martwy zbiornik - mówi Jan Siekierko, przewodniczący
siemiatyckiego koła Polskiego Związku Wędkarskiego. Takie ryby poszły na marne.
Szczerze, jak pan widzi, mnie i wędkarzom cisną się do oczu łzy. Szacuję, że 600 -
700 kg śniętej ryby wyłowiono i spuszczono do rzeki Bug, gdyż opuściliśmy zasuwę na
małym zalewie. Nie tylko ryby - cała masa
martwych raków jest na brzegu. Po prostu zadusiły się w tej wodzie. Uważam, że to nie
tylko glony. Ktoś musiał zrzucić ścieki do dużego zalewu, inaczej być nie mogło. Na
dużym zalewie zupa, temperatura wody sięga nawet 27 stopni. Podejrzewam, że bez
gruntownego czyszczenia małego zalewu się nie obejdzie.
Za mało opadów
deszczu i śniegu
Jak problem zanieczyszczonych wód postrzega zastępca burmistrza
Stanisław Fleks? - Rzeczywiście, mamy bardzo duży zakwit glonów, co powoduje, że woda
jest niedotleniona. Robimy wszystko, co jest tylko możliwe, by sytuację uzdrowić. W tym
roku było zbyt mało śniegu i opadów deszczu, dlatego woda nie wymieniła się w
odpowiedniej ilości. Badania Sanepidu potwierdzają, że nie zostały zrzucone do dużego
i małego zalewu ścieki. Jest praktycznie
niemożliwe, by ktoś je wpompował do wody, gdyż wokół prawie wszystkie domy
podłączone są do miejskiej kanalizacji. Śnięte ryby zostały przez naszych
pracowników wyłowione. Jednak uważam, że z ilością wędkarze przesadzają, może
było 100 - 150 kg tej ryby. Utrzymująca się wysoka temperatura doprowadza, że glony
tak długo kwitną. Jedynie obniżenie temperatury i opady deszczu mogą doprowadzić, że
będzie można się kąpać, a woda będzie dotleniona. Od wtorku straż pożarna pływa
motorówką, by dotleniać wodę w zalewach. Uważam, że zrobiliśmy wszystko, co było i
jest możliwe.
Sanepid
mówi tylko o kąpieliskach
- Wypowiem się tylko na temat kąpielisk - mówi Andrzej
Kozłowski Powiatowy Inspektor Sanitarny w Siemiatyczach. - Kąpiel jest zabroniona. Z
tygodnia na tydzień chemiczny skład wody jest coraz bardziej niepokojący. Woda jest
coraz bardziej nie dotleniona. Na temat wpuszczania ścieków nie będę się wypowiadał,
gdyż badamy tylko kąpieliska i przydatność do spożycia wody pitnej. Trudno jest mi
powiedzieć dlaczego ryby są śnięte. Nie jestem specjalistą w tej sprawie.
Co na
ten temat mówią specjaliści?
Jak sprawa wygląda od strony naukowo-badawczej. Zadzwoniłem do Zakładu Hydrobiologii i Zakładu Chorób Ryb Akademii Rolniczej w Szczecinie, jak również do Polskiego Związku Wędkarskiego w Białymstoku. - Według przesłanych przez pana zdjęć - mówi dr inż. Waldemar Piasecki z Zakładu Hydrobiologii AR w Szczecinie, - mogę powiedzieć, że wygląda to na obfite kwitnienie pewnego rodzaju sinic, czyli glonów. Wygląda to bardzo poważnie. Wiadomo, że nie wszystka śnięta ryba zostanie wyłowiona. Część pozostanie w roślinach i na dnie. Może to spowodować powstanie dużej ilości pasożytów. W tym momencie należało by wykonywać szczegółowe badania wody gleby i ryb. Nie jest to normalne, że tak długo glony kwitną w waszych zbiornikach. Być może należało w pewnym okresie do wody wsypać tzw. dotleniacze chemiczne. Takie rzeczy się wykonuje, praktycznie bez szkodliwości dla ryb. Być może zbiorniki od dłuższego czasu nie były czyszczone i dlatego występuje dużo biogenów w wodzie. Jeżeli nie zajmą się tym problemem specjaliści, to na drugi rok może wystąpić to ponownie, tym bardziej, że z roku na rok lato jest coraz bardziej suche i gorące. Na pewno nie można pozostawić to samemu sobie, że jakoś to będzie.
- Kwitnienie glonów w tym sinic jest teraz nagminne - mówią
naukowcy z Zakładu Chorób Ryb AR w Szczecinie z powodu temperatur. - Jednak przy okazji
w takich temperaturach wody i nasłonecznienia rozwijają się bardzo szybko pasożyty. Na
pewno należy coś zmienić w waszych zalewach, gdyż kwitnienie glonów jest
rzeczywiście długie. Potrzeba tutaj szczegółowych badań, gdyż jest duże
prawdopodobieństwo, że problem śnięcia ryb i zakazu kąpieli z roku na rok może się
powtarzać. Jednak bez badań specjalistycznych trudno cokolwiek powiedzieć jak temu
zaradzić. Sanepid nie jest w stanie tak naprawdę stwierdzić dlaczego tak jest. Gdyż
nie są zobowiązani do takich specjalistycznych badań. Na pewno coś jest nie tak skoro,
aż tak obficie i długo kwitną glony.
O działalności
radnych, burmistrza i rozwiązywaniu istniejących problemów mieszkańców rozmawiam z
przewodniczącym Rady Miasta Siemiatycze - Zdzisławem Warpechowskim.
Potrzeba więcej aktywnosci
- Nie ma radnych obojętnych, każdy z nas
walczy o pewne sprawy dla swojego okręgu i całego miasta. Zawsze cenię tych, którzy
mieli odwagę wystartować w wyborach. Uważam , że radny musi być aktywny, gdyż
wymagają tego wyborcy, media, albo ugrupowanie , w którym ten radny działa.
Jednocześnie sądzę, że mieszkańcy miasta powinni być bardziej aktywni. Między
innymi , znakomitym przykładem zaangażowania społecznego mieszkańców są Łojki,
gdzie wspólnie zrobiono boisko, zbudowano świetlicę i organizuje się różne imprezy.
Równie aktywni są mieszkańcy na Słowiczynie, którzy teraz wspólnie walczą o pewne
inwestycje. Takiej aktywności naprawdę jest nam potrzeba w całym mieście. Mam
nadzieję, że w czekających nas wyborach rad osiedlowych pojawią się aktywni ludzie,
którzy będą wspierać radnych i zabiegać o realizację planów , związanych z
osiedlem. Wówczas więcej osób będzie chodziło do wyborów samorządowych,
parlamentarnych, by wybrać godnych reprezentantów naszych interesów.

- Czy
większe uprawnienia dla burmistrza usprawniają pracę?
- Rzeczywiście , jest różnica. Teraz
inicjatywa uchwałodawcza należy do burmistrza. Burmistrz ma za sobą siłę głosów
wyborców. Natomiast ustawa zwiększyła obszar kompetencji burmistrza. Czy to zawsze jest
dobre? Uważam, że tak. Często przy rozwiązywaniu problemów potrzeba głosu osoby
kompetentnej, pewnego autorytetu. Taką rolę obecnie spełnia burmistrz. Czasami jednak
burmistrzowi współczuję, bo musi liczyć się z jednoosobową odpowiedzialnością za
swoje konkretne decyzje. Nie może się zasłonić , tak jak poprzednio, że to zarząd
miasta postanowił. Kiedyś zarząd w pewnych sytuacjach był czasami wygodną zasłoną
dla podejmowania niektórych decyzji. Burmistrz Radomski ma też zapewne wątpliwości w
różnych sprawach, dlatego konsultuje się i korzysta z rad zarządu, jednak cokolwiek
wyniknie i tak jest na jego odpowiedzialność.
-
Rezygnacja jednego z radnych była dużym zaskoczeniem?
- Nie kwestionuję podjętej decyzji. Jak się okazało ,
była ona głęboko przemyślana. Szanuję tę decyzję , jednak pozwolę sobie na pewną
dygresję - oczywiście nie w odniesieniu do Pana Adama Dawidziuka - jeżeli ktoś jest
realistą , to podczas kampanii wyborczej nie może obiecywać złotych gór , gdyż wie,
że "kołdra" finansowa jest krótka a wyborcy to ludzie rozsądni. Jak się
obieca zbyt dużo , to deklaracje stają się niewykonalne i wzbudzają nieufność.
Dlatego można obiecywać tylko, że się będzie działać, zabiegać, konsekwentnie o
pewne sprawy starać. W ciągu czterech lat można zawsze pewne sprawy dla swojego okręgu
załatwić.
- Kto i z jakim problemem może przyjść do biura rady miasta?
- Biuro rady miasta jest przyjaznym miejscem dla mieszkańców. Jeśli ktokolwiek ma jakiś problem publiczny , czy osobisty , to zawsze może tutaj przyjść. Jeśli nie będę w stanie załatwić sprawy , to na pewno doradzę, wysłucham. Problemy do rozwiązania często przekazuję burmistrzowi lub urzędnikom. Najbardziej bolesne sprawy dotyczą poszukiwania pracy.
- Co zamierza Pan zrobić dla swojego okręgu wyborczego?
- Od dawna wiadomo, że Siemiatycze są miastem pięknym.
Zalewy i tereny wokół nich to perły, które należy odpowiednio oprawić w
infrastrukturę, by powstał znaczący ośrodek turystyczno - wypoczynkowy. Słowiczyn to
piękna część miasta, jednak jest to bolesne niedoinwestowanie. To miejsce to chluba
miasta. Wiem, że burmistrz robi wszystko ,co możliwe , by uruchomić tam inwestycje.
- Jeśli chodzi o całe miasto?
- Oczyszczalnia jest po prostu wymogiem. Bardzo cieszy mnie,
że rejon amfiteatru jest uporządkowany, że ulica Sezamkowa będzie nareszcie wykonana.
Myślę, że w ciągu czterech lat pewne znaczące inwestycje zostaną wykonane.
- Przed wyborami mówiono o inwestowaniu w młodych ludzi?
- Rzeczywistość jest taka, że młodzi ludzie wyjeżdżają
w pogoni za lepszym życiem. Wiem, że w wielu miastach Polski i Europy , osoby stąd
pochodzące , godnie reprezentują Siemiatycze. Zresztą , często wracają tutaj na
wakacje, do swoich rodzinnych korzeni i miłych wspomnień. To dobrze, że pamiętają o
swoim mieście. Myślę, że młodzi wiedzą, że powinni inwestować przede wszystkim
sami w siebie poprzez ciągłą edukację. Chętnie tutaj by pracowali. Jednak nic się
nie zmieni jeśli chodzi o pracę, niestety, z tego powodu jest mi przykro.
rozmawiał Marek
Malinowski
Przed kilkunastoma dniami Komisja Regulacyjna
wydała orzeczenie w sprawie dwóch nieruchomości w Siemiatyczach. Miasto Siemiatycze
odda warszawskiej gminie żydowskiej dawną synagogę przy ulicy Zaszkolnej i dom talmudyczny przy ulicy Pałacowej. W
synagodze obecnie znajduje się Siemiatycki Ośrodek Kultury, natomiast w domu
talmudycznym ma siedzibę Miejska Biblioteka Publiczna.
Żydowskim targiem
O przyszłości budynków rozmawiam z Piotrem
Rytką Zandbergiem z warszawskiej gminy żydowskiej.
- Rzeczywiście, otrzymamy od miasta
Siemiatycze dwa budynki, które zgodnie z literą prawa nam się należą. Zostały one
nam bezprawnie odebrane po wojnie. Dlatego cieszymy się, że powrócą do nas. Fizyczny
zwrot nieruchomości nastąpi za jakieś dwa- trzy tygodnie. Decyzję o zwrocie podjęła
Komisja Regulacyjna, a Siemiatycze reprezentował burmistrz miasta.
-
Czy instytucje będą musiały się wyprowadzić z budynków?
- Jak na razie, tego nie wiemy. Czekają nas
rozmowy z burmistrzem miasta w tej sprawie. Bardzo prawdopodobne jest, że zaproponujemy
wynajem budynków. Zresztą, obszernie o wynajmowaniu już wcześniej rozmawialiśmy z
burmistrzem Radomskim.
-
Czy ewentualny wynajem byłby odpłatny?
- Rozumiem, że pana praca polega na tym, żeby ciągnąć mnie
za język, żebym jak najwięcej powiedział, ale wprost nie odpowiem na to pytanie. Na
pewno na ten temat będziemy już niedługo rozmawiać z burmistrzem.
-Czy
podczas rozmów będzie brany pod uwagę fakt, że po wojnie budynki były kilkakrotnie
remontowane?
- Będziemy chcieli znaleźć jak najlepsze-
salomonowe rozwiązanie, w którym bezsprzecznie będzie zagwarantowany interes
społeczności żydowskiej mieszkającej w Polsce. Budynki należą do dziedzictwa, które
mówi o wielowiekowej historii Żydów tego miasta.

- Do kogo obecnie należy cmentarz
żydowski?
- Jak na razie, jest własnością miasta,
ale już niedługo wystąpimy o odzyskanie prawa własności tejże nieruchomości.
Wystąpimy też o zwrot nieruchomości zabudowanej przez PZMot, ale tego mienia raczej nie
odzyskamy. Jednakże będziemy się o nie ubiegać.
Warto przypomnieć, że wnioski o zwrot dóbr
mogły dotyczyć tylko posiadłości należących do pierwszego września 1939 roku do
żydowskich wspólnot religijnych. Chodzi o synagogi, domy modlitwy, cmentarze, szkoły,
rytualne łaźnie czy rzeźnie. O zwrocie mienia decyduje Komisja Regulacyjna,
działająca przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.
Marek Malinowski fot.
Jsw
Na długi szpitala (z 15.VII.2003)
Wszyscy mieszkańcy zapewne zdają sobie sprawę w jak trudnej
sytuacji finansowej znajduje się obecnie siemiatycki SP ZOZ. Dlatego też pracownicy ZOZ
- u postanowili założyć społeczny komitet, który dzięki swojej inicjatywie będzie
pomagał ratować finanse szpitala. O inicjatywie rozmawiam z Hanną Maj jedną z
założycielek komitetu.
Herb załata budżet?
W środę 5 marca po raz kolejny obradowali radni miasta
Siemiatycze. Najważniejszym punktem obrad miało być przyjęcie budżetu na 2003 rok.
Inwestycje
W tym roku powstaną: chodnik ulicy Sobieskiego, linia
energetyczna przy ulicy Szpitalnej, nowe punkty świetlne przy ulicy Słowiczyńskiej,
ruszy budowa ulicy Sezamkowej, wykonany zostanie remont dachu urzędu miejskiego oraz
zostanie wybudowana ulica do nowej cerkwi. Przeprowadzony zostanie również kapitalny
remont oczyszczalni ścieków. Miasto będzie współfinansować budowę ronda na
Zamościu.
Ile
kosztuje Kurier?
- Chciałbym zapytać ile będzie kosztowało - mówi radny
Andrzej Kochański - nas mieszkańców wydawanie gazety Kuriera Samorządowego? Ile gmin
współfinansuje tę gazetę? Wnioskuję, by miasto wycofało się z finansowania tej
gazetki.
Radni zwiększyli limit punktów sprzedaży napojów alkoholowych
zawierających powyżej 4,5% alkoholu (z wyjątkiem piwa) na terenie miasta Siemiatycze w
ilości: 35 przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży, 22 przeznaczonych do
spożycia w miejscu sprzedaży.
Płatny herb
- Szanowna rado uważam - mówi radny Tadeusz Nazarewicz, że
pobieranie opłat za korzystanie z wizerunku herbu Siemiatycz to absurd. Powinniśmy
wręcz dopłacać, by miasto było przez inne osoby promowane. Uważam, że kolejne
opłaty to chora propozycja. Egzekwowanie należności będzie praktycznie niemożliwe.
Marek Malinowski
PS: Herb to własność miasta, panie Chrołowski, ale "miasto", to nie
Urząd Miasta wraz z grupą kilkunastu radnych. lecz my wszyscy, tworzący tę
społeczność. Natomiast urzędnicy miejscy, są po to, by NAM - MIASTU służyć swoją
pracą za wynagrodzeniem z naszych podatków. (JN)
Niepełnosprawny zespół
W odpowiedzi kierowniczka PCPR Agnieszka Piątek pisze:
"(...) orzeczenie zostało wydane prze Powiatowy Zespół ds. Orzekania o
Niepełnosprawności, przy PCPR. Błędem jest wielokrotne powtarzanie informacji, iż
bohaterka w/w artykułu otrzymała orzeczenie z PCPR, organem uprawnionym do wydawania
orzeczeń jest tylko Powiatowy zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności w
Siemiatyczach, który swą siedzibę ma przy instytucji którą reprezentuję. Natomiast
sprawa orzekania nadzorowana jest przez Przewodniczącego powyższego
Zespołu.(...)".
Orzekają
Zespół jest organem orzeczniczym, wydającym orzeczenia o
niepełnosprawności, lub orzeczenia o stopniu niepełnosprawności, na podstawie których
można ubiegać się w zależności od orzeczonego stopnia niepełnosprawności o
świadczenie pieniężne w ośrodku pomocy społecznej, w postaci renty socjalnej, bądź
zasiłku stałego wyrównawczego.
Dyplomowany
przewodniczący
Jak się okazuje przewodniczącym Powiatowego Zespołu ds.
Orzekania o Niepełnosprawności jest... Zenon Sielewonowski. Na to stanowisko w sierpniu
2002 powołał go obecny starosta Jan Zalewski. Powołał go na to stanowisko w momencie,
gdy był już znany dla wszystkich wyrok sądu w sprawie sfałszowania dyplomu magistra.
Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki
Społecznej, które zaczęło obowiązywać już w maju 2002, czyli trzy miesiące przed
powołaniem Zenon S.
Rozporządzenie to zakazuje pełnienia funkcji
przewodniczącego osobie nie posiadającej wyższego wykształcenia magisterskiego. Tak
więc jakim dyplomem, tym razem magisterskim, posłużył się Zenon S.? Dlaczego starosta
złamał przepisy i powołał Zenon S. na to stanowisko? Czy i tym razem wynagrodzenie
pobiera bezprawne? Na wniosek Zenona S. starosta powołał wszystkich członków zespołu
w tym: lekarzy, pedagogów, psychologów itd.
W związku z tym, że Zenon S. jest fałszerzem dokumentów
czy można wierzyć orzeczeniom zespołu, któremu przewodniczy?
(Jacek Stanisław Wasilewski, Marek Malinowski)
PKS Siemiatycze
Największym atutem firmy jest załoga (z 30.I.2003)
Od niedawna zmienił się dyrektor PPKS w Siemiatyczach. Funkcję tę pełni od 2 stycznia b.r. Tadeusz Mrowiński.

- Jak Pan widzi sytuację PKS Siemiatycze obecnie i jakie w związku z tym ma Pan plany?
- Wysoka pozycja przedsiębiorstwa w rankingu firm przewozowych w kraju zobowiązuje. Pracę tę traktuję jako poważne wyzwanie. Myślę, że największym atutem firmy jest Załoga. Doświadczone i kompetentne, przygotowane do pracy w warunkach konkurencji kierownictwo, posiadający duże umiejętności kierowcy, fachowi mechanicy oraz personel pomocniczy, dają gwarancję dobrego funkcjonowania firmy. Zamierzam rozwijać PKS w kierunkach wytyczonych przez poprzednika.
Dysponujemy nowoczesnym taborem autobusów obsługującym linie lokalne, międzymiastowe, krajowe io zagraniczne, Największe biura podróży korzystają z naszych autokarów, przewożąc turystów po Europie. Rozpocząłem negocjacje z kolejnymi biurami zainteresowanymi wynajmem naszych autokarów. Zarobione środki zamierzam zainwestować w nowoczesny tabor, oraz usprawniać istniejące autobusy.
Posiadamy nowoczesne zpalecze techniczne przygotowane do świdczenia usług diagnostycznych oraz napraw każdego rodzaju samochodu. Aktualnie przygotowuję bogatą ofertę usług z atrakcyjnymi cenami tak dla firm, jak i dla prywatnych właścicieli pojazdów. Cieszy mnie fakt, że firma nasza ma wielu stałych klientów, to wynik solidnej pracy naszych mechaników.
Z myślę o tych, którzy nie lubią tracić czasu na zbędne formalności wkróce udostępnimy naszą stację paliw, działającą całodobowo, osobom prowadzącym działalność gospodarczą, by mogły bezgotówkowo, na kartę magnetyczną kupować u nas paliwo. Również wkrótce udostępnimy naszą myjnię po promocyjnych cenach. Zależy mi na zadowoleniu klienta oraz długiej i bezpiecznej jeździe po dokonanej naprawie.
- Czy przewiduje Pan zmiany kadrowe w firmie?
- Ważnym osiągnieciem tego zakładu jest zapewnienie pracownikom stabilizacji zatrudnienia. Będę czynił niezbędne starania, aby też tak było w przyszłosci. Każdy, kto należycie wykonuje swoje obowiązki, może liczyć na ciągłość pracy.
- Czy będą jakieś zmiany na zaniedbanym nieco placu dworcowym?
- Podjąłem już działania zmierzające do poprawienia estetyki naszego dworca. Dworzec PKS to wizytówka miasta, powiatu oraz przedsiębiorstwa. Chciałbym, aby podróżni odwiedzający nasze miasto, lub przejeżdżający przez nie, wywozili stąd jak najlepsze wrażenia.
- Prosimy jeszcze o kilka słów o swojej przeszłości zawodowej w naszym miescie.
- Moja zawodowa historia w Siemiatyczach rozpoczęła się 1 lipca 1988 roku. Tego dnia rozpocząłem pracę w PGKiM na stanowisku dyrektora. To był gorący i słonczny dzień. Pamiętam miły zapach truskawek wpadający przez otwarte okno. Była pełnia sezonu skupu owoców w sąsiadującym z nami przez ulicę Hortexie. Jednak problemy jakie przyszło mi rozwiązywać nie były takie słodkie. Zaczęły się trudne lata reform, galopująca inflacja, spadek popytu na wiele usług, konkurencja firm prywatnych. Ale udalo się nam przetrwać najtrudniejsze lata. Wygrywaliśmy z konkurencją, osiągaliśmy zyski. W roku 1995 podjąłem nowy wyzwanie ? kierowanie Państwowym Prewentorium Przeciwgruźliczym w Bacikach Średnich. Ten okres pracy dał mi wiele satysfakcji, poznałem setki wspaniałych ludzi z Siemiatycz, Białegostoku, Warszawy, a także z Niemiec i Szwajcarii. To dzięki ich pomocy zakład mógł normalnie funkcjonować oraz modernizować swoje obiekty. Następnie zdobywałem doświadczenie w naszym szpitalu powiatowym.
Każdy dzień pracy w PPKS przynosi nowe problemy do rozwiązania. Pokonywanie trudności przynosi wiele satysfakcji, a kiedy możemy pomóc tym, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują, wtedy nasza praca ma sens, jesteśmy naparwdę potrzebni.
Korzystając z okazji, chcę zaprosić do korzystania z naszych usług. Oczekuję również na sygnały od naszych klientów. Kilka próśb pasażerów dotyczących usprawnienia dowozu do pracy i szkoły już udało się załatwić.
- Dziękuję za rozmowę. /jn, fot. jsw/
Pierwsze sesje w Siemiatyczach
We wtorek 19 listopada odbyła się pierwsza sesja rady powiatu siemiatyckiego II kadencji. Otworzył ją radny senior, Tadeusz Wołosiński z Drohiczyna. Na tej sesji zapadły ważkie decyzje personalne. Wybrano przewodniczącego Rady Powiatu. Został nim Krzysztof Moczulski z Grodziska (11 głosów), zwyciężając z drugim kandydatem - Sergiuszem Putko (6 głosów). Na funkcje zastępcy przewodniczącego zgłoszono Bożenę Krzyżanowską, która otrzymała 15 głosów. Kolejne głosowanie, to wybór starosty. Zgłoszono dwie kandydatury. W tajnym głosowaniu wygrał dotychczasowy starosta - Jan Zalewski (10 głosów), przed Sergiuszem Szczygołem (7 głosów).

Po kurtuazyjnych oklaskach i gratulacjach dla nowo wybranych, starosta zgłosił kandydata na swojego zastepcę. Leon Strębski otrzymał w tajnym głosowaniu wysokie poparcie aż 16 radnych (1 głos przeciw). Również starosta zgłosił kandydatów na pozostałych dwóch członków Zarządu Powiatu: byli to: Jerzy Woźniak (16 głosów za, 1 przeciw), oraz Tadeusz Wołosiński (10 głosów za, 7 przeciw). Wybrani, w krótkich swoich expose obiecali pracę dla dobra wszystkich mieszkańców, dobrą współpracę ze wszystkimi radnymi, oraz podziękowali za obdarzenie zaufaniem.

Mamy więc już władze powiatowe. Podsumujmy więc. Zarząd Powiatu Siemiatyckiego stanowią: starosta Jan Zalewski, zastępca starosty Leon Strębski, oraz członkowie: Jerzy Woźniak i Tadeusz Wołosiński. Przewodniczący Rady Powiatu Krzysztof Moczulski, zastępca przewodniczącego Bożena Krzyżanowska.
A jak II kadencja rada powiatu wygląda od strony politycznej? Otóż jak się okazało, radni z Forum Prawicy stworzyli koalicję z radnymi PSL i w ten sposób powstała większość zdolna do rządzenia. Poza koalicją rządzącą znalazło się 5 radnych z listy Siemiatyckie Porozumienie Wyborców, 1 radny z SLD, oraz jedna radna z listy Porozumienie Samorządowe. Z pierwszej sesji widać już stosunek głosów, który z pewnością będzie częstym wynikiem głosowan: 10:7, lub 11:6. Ogólne wrażenia z pierwszej sesji pozytywne, dające nadzieje na konstruktywną pracę samorządu. Życzymy staroście, zarządowi oraz wszystkim radnym, by nie zawiedli oczekiwań wyborców i sprostali czekającym ich (i nas wszystkich) trudnym wyzwaniom najbliższych czterech lat.
Rada Miasta
W środę 20 listopada zebrali się nowo wybrani radni miasta Siemiatycze. Pierwszą sesje nowej kadencji rozpoczął radny senior Franciszek Sak. W swoim wystąpieniu przypomniał m.in. o początkach samorządu w Polsce w roku 1990. Radni złożyli przysięgę i przystąpiono do wyboru przewodniczacego rady. Na tę funkcję radny Zbigniew Chrołowski zgłosił kandydaturę Zdzisława Warpechowskiego, a Tadeusz Nazarewicz zgłosił Krzysztofa Wieczorka, który jednak nie wyraził zgody na kandydowanie.
W tajnym głosowaniu radny Zdzisław Warpechowski otrzymał 9 głosów za (na 15 radnych), co stanowi wystraczające poparcie do wyboru. Na funkcję zastępcy przewodniczącego rady, Z.Warpechowski zgłosił kandydaturę Krzysztofa Wieczorka, który otrzymał 12 głosów za.
Następnie zaprzysiężony został burmistrz Zbigniew Radomski, który zapewnił m.in., że będzie pracować wyłącznie dla dobra miasta i wszystkich jego mieszkańców. Krótkie wystąpienia gratulacyjne w związku z wyborem na burmistrza wygłosili: proboszcz parafii katolickije pw. Wn. NMP ks. prałat Bogusła Kiszko, ks. proboszcz parafii prawosławnej pw św. Piotra i Pawła - Andrzej Jakimiuk

Na zakończenie tej sesji radę miasta wraz z burmistrzem uwieczniliśmy na wspolnej fotografii. Tego samego dnia godzinę póżniej odbyła się kolejna sesja, już robocza. Wprowadzono na niej poprawki do statutu miasta, oraz uchwalono wynagrodzenia dla burmistrza w wysokości ok 9 tys zł. Nowej radzie oraz burmistrzowi, życzymy sukcesów i owocnej współpracy z korzyścią dla wszystkich mieszkańców miasta. /jn, fot.jn/
Wwyniki wyborów
Rada Powiatu Siemiatyckiego (dane nieoficjalne):
Forum Prawicy (6 mandatów): Bożena Krzyżanowska, Józefa Stankiewicz, Leon Strębski (Siemiatycze), Janusz Żoch (Drohiczyn), Tadeusz Wołosiński (Drohiczyn), Maciej Szewczak (Siemiatycze Stacja);
Siemiatyckie Porozumienie Wyborcze (5 mandatów): Piotr Wysocki (Mielnik), Jerzy Szawkało (Siemiatycze), Jan Rój (Grodzisk), Sergiusz Szczygoł (Siemiatycze), Sergiusz Putko (Klukowicze);
Porozumienie Ludowo-Samorządowe, czyli po prostu PSL (4 mandaty): Jan Zalewski (Ostrożany), Jerzy Woźniak (Siemiatycze), Krzysztof Moczulski (Grodzisk), Franciszek Czarkowski (Leszczka Duża);
Porozumienie Samorządowe (1 mandat): Alina Antoniuk (Siemiatycze)
SLD-UP (1 mandat): Eugeniusz Szyszko (Siemiatycze)
Jak widać z powyższego zestawiania do rządzenia potrzebna będzie koalicja. Czy będzie podobna jak w porzedniej kadencji, czy też inna okaże się już wkrotce.
Miasto Siemiatycze
Burmistrz: Zbigniew Radomski (KWW Przyjaciół Siemiatycz) ? 56 proc., Bożena Krzyżanowska (Forum Prawicy) ? 24 proc., Mikołaj Prokopiuk (Porozumienie Samorządowe) ? 12 proc., Stanisław Wyrzykowski (SLD-UP) ? 7 proc.
Rada Miasta: Forum Prawicy (7 mandatów): Agnieszka Sitarska, Tadeusz Nazarewicz, Franciszek Sak, Krzysztof Szyszko, Andrzej Kochański, Krzysztof Wieczorek, Halina Drabiuk. KWW Przyjaciół Siemiatycz (3): Zbigniew Chrołowski, Zdzisław Warpechowski, Zbigniew Radomski. Porozumienie Samorządowe (1): Mariusz Gocał, Siemiatyckie Porozumienie Wyborcze (1): Mirosław Kobus, Porozumienie Ludowo-Samorządowe (1): Adam Dawidziuk; kandydaci niezrzeszeni (2): Zdzisław Chodakowski, Zenon Sielewonowski.
Gmina Siemiatycze
Wójt: Edward Zaremba (KWW Gmina Siemiatycze) ? 69 proc. E. Zaremba został wójtem na kolejną kadencję. Rada Gminy: KWW Gmina Siemiatycze (9): Jan Siemieniuk, Andrzej Sycewicz, Władysław Szyszko, Stanisław Kryński, Mieczysław Orzepowski, Jan Kondraciuk, Leszek Tołwiński, Mieczysław Andrzejczuk, Wojciech Lubowicki; SLD-UP (3): Sergiusz Szum, Eugeniusz Gołąb, Wieczysław Solaniuk; Porozumienie Ludowo-Samorządowe (1): Edmund Malewski; ...Obrona Podlaska (1): Tedeusz Niewiński; KWW Nasza Okolica (1): Roman Umiastowski.
Drohiczyn
Burmistrz: Wojciech Borzym (Porozumienie Ludowo-Samorządowe) ? 71 proc.
Rada Miasta: Porozumienie Ludowo-Samorządowe (7): Krzysztof Czesław Chendoszka, Wiesław Harbaszewski, Wiesław Kalinowski, Henryk Kazimierczuk, Czesław Stanisław Kryszczuk, Andrzej Piotr Mańko, Andrzej Stępkowski; Forum Prawicy (4): Bogusław Gadejski, Mieczysław Soroczyński, Antoni Wilgatek, Wiesław Zakrzewski; Porozumienie Miejsko-Gminne (3): Irena Skwarczyńska-Brodzik, Wojciech Wojtkowski, Jan Żeruń; kandydat niezrzeszony (1): Wojciech Zieleniewski.
Dziadkowice
Wójt: Marian Skomorowski (Porozumienie Ludowo-Samorządowe) ? 61 proc., dotychczasowy przewodniczący rady gminy.
Rada Gminy: Porozumienie Ludowo-Samorządowe (11): Jolanta Augustyniak, Walentyna Gołaszewska, Jerzy Kosiński, Jan Niewiarowski, Paweł Migowski, Franciszek Tarasiuk, Teresa Wasilewska, Antoni Stolarkiewicz, Wiesław Skłodowski, Eugeniusz Komar, Mirosław Żukowski; KWW Wspólne Dobro (4): Adam Cwalina, Bogdan Gryczan, Józef Daniluk, Piotr Charytoniuk.
Grodzisk
Wójt: Antoni Tymiński (KWW Jedność Samorządu) ? 67 proc. Rada Gminy: KWW Jedność Samorządu (10): Włodzimierz Wasilczuk, Robert Plichta, Grażyna Niewiarowska, Tadeusz Niewiarowski, Wacław Kosiński, Tadeusz Boguszewski, Stanisław Krzewicki, Stanisław Bolewski, Roman Fabiański, Marian Malinowski; KWW Gminy Grodzisk (4): Stanisław Wiosna, Jan Poniatowski, Jerzy Demianowicz, Roman Czapiuk; KWW Wspólna Sprawa (1): Aleksander Bronicki.
Mielnik
Wójt: Eugeniusz Wichowski (KWW Rozwoju Gminy Mielnik) ? 57 proc.
Rada Gminy: KWW Rozwoju Gminy Mielnik (6): Sławomir Dacewicz, Mieczysław Jaroszuk, Jan Saciuk, Antoni Władysław Słoniowski, Jerzy Terebun, Mikołaj Żornaczuk; KWW Wspólne Dobro (3): Helena Datczuk, Dariusz Klimczuk, Walentyna Wierzba; KWW Spółdzielczości (3): Antoni Wacław Malon, Władysław Stankiewicz, Kazimierz Tobota; Porozumienie Samorządowe (1): Olga Pogrebniak; KWW Wajkowa (1): Stanisław Drozdowski; KWW Tokar (1): Marek Patkowski.
Milejczyce
Wójt: Ananiasz Sawicki (PG Rolnik) ? 29 proc., Mikołaj
Sołyszko (KWW Bezpartyjni) ? 27 proc. W drugiej turze spotkają się Sawicki i obecny
wójt Sołyszko.
Rada Gminy: Porozumienie Gminne ?Rolnik? (7): Józef Józefowicz, Bogusław Tatarczuk,
Eugeniusz Wysocki, Antoni Romaniuk, Mikołaj Roszczenko, Adam Roman Aleksiejuk, Anatol
Prochowicz; Nasze Podlasie (3): Krzysztof Dobrowolski, Witold Zaręba, Wiaczesław
Sobieszuk; KWW Bezpartyjni (1): Mikołaj Sołyszko; KWW Niezależni (1): Grażyna
Jaszczuk; SLD-UP (1): Włodzimierz Siemieniuk; Porozumienie Ludowo-Samorządowe (1): Marek
Gawryluk; kandydat niezrzeszony (1): Jan Daniluk.
Nurzec Stacja
Wójt: Jan Szpański (Porozumienie Ludowo-Samorządowe) ? 18 proc., Raisa Pachwicewicz (SLD-UP) ? 17 proc. W drugiej turze były radny Szpański zmierzy się z obecną wójt Pachwicewicz.
Rada Gminy: SLD-UP (6): Piotr Jaszczuk, Jan Demiańczuk, Jerzy Olesiuk, Michał Muszkatel, Mirosław Wierchow, Jerzy Fiedoruk; KWW Nasza Gmina (4): Roman Wudarski, Zbigniew Kołtek, Aleksander Mikołajuk, Elżbieta Stępniak; kandydaci z komitetów lokalnych (5): Zenon Podbielski, Anatol Naumnik, Adela Halina Wrona, Jan Raczyński, Wiktor Karpiuk.
Perlejewo
Wójt: Krzysztof Radziszewski (KWW Moja Mała Ojczyzna) ? 79
proc. Radziszewski został wójtem na kolejną kadencję.
Rada Gminy: KWW Moja Mała Ojczyzna (7): Bogusław Twarowski, Adam Stanisław Halliop,
Stanisław Radziszewski, Kazimierz Konobrocki, Roman Trusiak, Robert Ignacy Tararuj,
Waldemar Popławski; Porozumienie Ludowo-Samorządowe (4): Zbigniew Trusiak, Eugeniusz
Twarowski, Andrzej Przystupa, Tadeusz Poniatowski; kandydaci z komitetów lokalnych (4):
Kazimierz Marcin Lubowicki, Waldemar Jarosław Czarkowski, Danuta Maria Leszczyńska,
Władysław Kosk.
Gratulujemy zwycięzcom. Na wszelki wypadek jednak wyborcom radzimy przechować ulotki reklamowe zwycięskich kandydatów przez cztery lata. (JN)
Szkoła Muzyczna - Dysonanse
Istniejące w latach 70-tych w Siemiatyczach społeczne ognisko muzyczne spowodowało apetyty wielu osób na utworzenie tutaj szkoły muzycznej I stopnia. Do tego celu postanowiono zaadaptować zabytkowy budynek, nazywany później oranżerią. Budowa przeciągała się ponad pięć lat, aż zmienił się ustrój i szkołę oddano do użytku dopiero w marcu 1990 roku. Nie mogła być to już wtedy szkoła państwowa, jak pierwotnie planowano. Organizacji oraz prowadzenia jej podjęło się Białostockie Towarzystwo Muzyczne. Instytucja ta zatrudniła wtedy też dyrektora szkoły, którym został Zenon Sielewonowski. Taki stan trwał do roku 1994, kiedy szkoła uzyskała uprawnienia szkoły publicznej.

Nic nie mamy wspólnego ze szkołą
Od tamtego momentu szkoła uzyskała samodzielność i jak twierdzi prezes BTM Wiesław Dąbrowski: szkoła jest jedynie członkiem BTM i z tego tytułu opłaca składki członkowskie w wysokości 5 zł od ucznia miesięcznie. BTM obecnie nie zatrudnia dyrektora, ani nauczycieli, nie jest organem prowadzącym i nadzorującym, od 1994 roku nie wysyła do szkoły wizytatorów, gdyż szkoła stała się samodzielną jednostką.
Ministerstwo twierdzi inaczej
Powstało więc pytanie - kto, jaka instytucja jest organem prowadzącym szkołę? To pytanie więc skierowaliśmy do Ministerstwa Kultury i Sztuki. Tam Małgorzata Kamowicz, zastępca dyrektora departamentu edukacji kulturalnej wyjaśniła, że nadzór nad szkołą prowadzi...Białostockie Towarzystwo Muzyczne. Jeżeli dyrektor nie sprawuje nadzoru pedagogicznego, to powinien mieć ukończone studia podyplomowe z zarządzania jednostkami oświatowymi, a jeżeli sprawuje nadzór pedagogiczny, to powinien mieć studia pedagogiczne lub takowy kurs. Ministerstwo nie rozumie dlaczego BTM wypiera się szkoły. Nie wiedzą też tam nic o karalności dyrektora i nie posiadania przez niego wyższego wykształcenia
Janusz Lewandowski z Centrum Edukacji Artystycznej w Olsztynie, która to instytucja ma prowadzić nadzór merytoryczny nad szkołą w Siemiatyczach z ramienia MKiS, był w tej szkole ok. 1,5 roku temu. Twierdzi, że wizytacje takie mogą być przeprowadzane co pięć lat i że wszystko jest w porządku.
Już na drugi dzień po naszych telefonach do Ministerstwa Kultury, dyrektor wyznaczył swojego zastępcę ds. pedagogicznych - został nim Lechosław Ryszczuk. W kolejnym faksie w tej sprawie z Ministerstwa dowiadzieliśmy się, że dyrektor jest nadal zatrudniony przez BTM, które jest... organem prowadzącym szkołę. Czyżby prezes Białostockiego Towarzystwa Muzycznego o tym nie wiedział, lub świadomie wprowadzał nas w błąd?
Zatrudnia mnie BTM

Z wypowiedzi dyrektora Sielewonowskiego wynika, że: w szkole pracuje obecnie łącznie z dyrektorem dziewięciu nauczycieli: ośmiu na etacie i Helena Szczygoł na umowę zlecenie. Nauczyciele wynagradzani są według karty nauczyciela. Budżet szkoły nie jest ustalany. Szkoła utrzymuje się z czesnego za naukę oraz dotacji ze starostwa. Obecnie uczy się 62 dzieci. W ciągu ostatnich dwóch lat nie zakupiono żadnych instrumentów - pieniądze przekazywane są tylko na płace nauczycieli, a dyrektora zatrudnia BTM. Dyrektor twierdzi, że nadzór nad finansami szkoły sprawuje... on sam i księgowa, kontrole też przeprowadza księgowa. W szkole nie ma też żadnego ciała społecznego ani komitetu rodzicielskiego, który by opiniował pracę dyrektora i szkoły.
Dotacje
Wiemy, że dotacje starostwa, to w minionym roku grubo ponad 40.000 zł, a w tym roku 30.000 zł, nie wiemy jakie były w roku 1999 i 2000. Czesne uczniów, to 180 zł miesięcznie. Przy obecnej ilości uczniów, to kwota 11.160 zł miesięcznie. Dodać do tego należy fakt, że utrzymanie budynku, ogrzewanie, eksploatacja i administracja opłacana jest przez budżet miasta. Szkoła nie ma jednak podpisanej żadnej umowy z miastem ani też z SOK, na wynajmowanie pomieszczeń. Dotacje starostwa w tym roku wydane zostały w większości na ZUS pracowników oraz podatek dochodowy za pracowników. Poza tym drobne kwoty, to m.in. - jak wynika z rozliczenia w starostwie - naprawa saksofonu i akordeonu, zakup stroików do saksofonu (które, nota bene, uczniowie muszą sami sobie kupować), nut. Z tej dotacji dla szkoły muzycznej też opłacono np. w tym roku wynajem autokaru dla zespołu Małe Podlasie. Co ciekawe, z pismem do starostwa o dotację wystąpił prezes BTM, a nie dyrektor szkoły. Był bowiem w tym czasie starostą, więc nie mógł sam sobie dawać dotacji? Przekazywane dotacje nie były jednak rozliczane przez organ podpisujący umowę czyli BTM, a przez szkołę muzyczną.
Szkoła nie posiada własnego majątku trwałego pomieszczeń, instrumentów. Przez wiele lat nie dorobiła się fortepianu, podstawowego instrumentu dla takiej szkoły.
W ciągu ponad 10 lat istnienia szkoły, oprócz stałej kadry kilku miejscowych nauczycieli, miała tutaj miejsce duża rotacja nauczycieli dojeżdżających. Miejscowe siły bowiem nie zapewnią obsady zbyt wielu instrumentów. Wielu z dobrych nauczycieli dojeżdżających z Białegostoku zrezygnowało z pracy w tej szkole, z powodu np. braku pieniędzy na zwrot kosztów podróży, lub też antagonizmów z dyrektorem.
Czyja to szkoła?
Reasumując więc i dając wiarę pismom z ministerstwa, można domniemywać, że BTM jednak jest jednostką prowadzącą szkołę (mimo, że się tego publicznie wypiera), a szkoła ma uprawnienia szkoły publicznej. Stawiamy więc publiczne zapytania do prezesa Białostockiego Towarzystwa Muzycznego, jednostki prowadzącej Szkołę Muzyczną I stopnia w Siemiatyczach: - ile lat trwa kadencja dyrektora, - jakie wykształcenie powinien posiadać dyrektor prowadzonej przez BTM szkoły muzycznej, - kiedy zostanie ogłoszony konkurs na to stanowisko?
Jeśli zaś BTM rzeczywiście nic z tą szkołą wspólnego nie ma oprócz składek, używania pieczątki BTM na wszelkich dokumentach szkoły muzycznej w Siemiatyczach i ubiegania się w jej imieniu o dotacje, to w takim razie otwarte pozostaje pytanie: czyja jest to szkoła i jakie organy społeczne nadzorują księgowość, fundusze, dotacje, itp. Nie mówiąc już o prawidłowości przebiegu procesu dydaktycznego, realizowania programu. Szkoła istnieje ponad 10 lat. Nie rozwija się jednak, wręcz przeciwnie, brakuje instrumentów, oraz sal do ćwiczeń, które zajmowane są przez co raz to inne instytucje, a nawet czasowo przez rozmaitych uzdrowicieli i znachorów. Nie stała się też przez te lata rozwojowym miejscem promieniowania wysokiej kultury w powiecie- po prostu egzystuje. Z roku na rok ubywa uczniów, również z powodu ubożenia społeczeństwa. Ale powody bywają również inne. MM/JN/JP
Żydowskim targiem (dodane 13.X.2002)
Gminy Żydowskie ubiegają się o zwrot nieruchomości i gruntów na terenie całej Polski. Również i do Siemiatycz coraz częściej zaglądają przedstawiciele Warszawskiej Gminy, by prowadzić pertraktacje z burmistrzem i urzędnikami miejskimi, które to pertraktacje dotyczą niektórych nieruchomości i gruntów. O całej sprawie rozmawiam z dyrektorem do spraw Destytucji Warszawskiej Gminy Żydowskiej Piotrem Zyndbergiem.
- Dlaczego akurat teraz Gmina zwraca się o zwrot nieruchomości i gruntów?
- W Siemiatyczach przed drugą wojną światową mieszkało wielu moich współbraci. Posiadali nieruchomości oraz różnego rodzaju grunty. Wiadomo, że podczas drugiej wojny światowej zostali zmuszeni do wyjazdu lub też zostali w znacznym stopniu wymordowani. Jest to bolesna sprawa o której nie zapomnimy i zrobimy wszystko, by to się nigdy nie powtórzyło. Przecież przed wojną mogliśmy razem mieszkać w Siemiatyczach i nikt nikomu nie przeszkadzał. Po wojnie, do roku 1989 mogliśmy występować o zwrot jedynie na drodze postępowania cywilnego. Była to droga bardzo długotrwała, dlatego też cały czas czekaliśmy na odpowiednią ustawę. Dopiero ustawa sejmowa, która została uchwalona po roku 1989 reguluje sprawy własności do obiektów i gruntów należących przed wojną do gmin żydowskich. Posiadamy bardzo bogatą dokumentację, która jednoznacznie stwierdza, że dany obiekt w Siemiatyczach przed wojną był naszą własnością. Może trudno może w to uwierzyć, ale dokumentacja jest niejednokrotnie w idealnym stanie. Nawet niektórzy mieszkańcy Siemiatycz pomagają w jej kompletowaniu, za co jesteśmy wdzięczni.
- Kto składa wnioski o zwrot?

- Wnioski składane są przez rodziny byłych właścicieli lub też dokonuje tego sama Gmina Żydowska, w zależności od posiadanej dokumentacji. Na pewno gminie jest znacznie łatwiej prowadzić taką sprawę.
- Jakie obiekty mogą podlegać ewentualnemu zwrotowi?
- Najprostsza sprawa jest z obiektami i gruntami będącymi teraz własnością gmin i miast. Znacznie komplikuje się sprawa w przypadku, gdy właścicielem jest osoba fizyczna. W Siemiatyczach najbardziej interesują nas: budynek przy obecnej Szkole Podstawowej nr 1, gdzie mieściła się religijna szkoła żydowska Kadima, budynek synagogi przy ulicy Zaszkolnej, budynek żydowskiej szkoły religijnej Talmud Tora, gdzie teraz znajduje się biblioteka, również plac przy ulicy Drohiczyńskiej gdzie mieściła się bożnica jest dla nas bardzo cenny. W sumie na 30 nieruchomości złożyliśmy wnioski. Jednak nie wszystkie są kompletne. Najbardziej bolesna dla nas sprawa to cmentarz. Prochy naszych przodków zostały bardzo źle potraktowane. Na części cmentarza znajduje się jedna z firm - jest to sytuacja, która nigdy nie powinna się zdarzyć. Dla nas prochy przodków są najważniejsze. Dlatego sprawą cmentarza zajmiemy się jak najszybciej.
- Kiedy może nastąpić zwrot?
- W przypadku trzech pierwszych obiektów sprawa jest bardzo prosta wystarczą dwie lub trzy rozprawy sądowe i będzie to naszą własnością. W przypadku cmentarza sprawa jest również prosta. Będziemy starali się ograniczyć właścicielowi części cmentarza prawo do korzystania z gruntu. Chcemy, by wszelkie prace budowlane np. wykopy były prowadzone tylko i wyłącznie za zgodą całej Warszawskiej Gminy Żydowskiej. Sprawa placu przy ulicy Drohiczyńskiej jest bardziej skomplikowana, ale nie zrezygnujemy z ewentualnego zwrotu. Warto w tym miejscu powiedzieć, że Siemiatycze nie są jedynym miastem, gdzie prowadzimy rozmowy. Tego typu obiekty znajdują się nie tylko w Siemiatyczach. Sprawa dotyczy również innych miejscowości w powiecie siemiatyckim, jednak wszystkich wniosków nie sposób wyliczyć.
- Co stanie się z instytucjami mieszczącymi się teraz w powyższych obiektach?
- Wszystko będzie prowadzone na zasadzie żydowskiego targu, coś za coś. Całą sprawę chcemy załatwić w sposób ugodowy. Być może dogadamy się z władzami miejskimi i dokonamy zamiany na inne nieruchomości lub grunta. Druga ewentualność jest taka, że miasto za użytkowanie obiektów będzie płaciło ekwiwalent pieniężny zaproponowany przez nas. Obecnie prowadzimy bardzo intensywne rozmowy w tej sprawie z burmistrzem, otrzymaliśmy pewne propozycje. Naszą ostateczną odpowiedź w tej sprawie władze miasta poznają za dwa lub trzy tygodnie. Niewątpliwie czekamy w jaki sposób potoczą się wybory samorządowe. Gdyż tak naprawdę to nowy burmistrz będzie decydował czy sprawa zostanie załatwiona ugodowo, czy też wszystko będzie rozstrzygane podczas rozpraw sądowych. Na pewno najważniejsze sprawy własnościowe chcemy, by zostały rozstrzygnięte do końca tego roku.
- Niewykluczone więc, że szkoła, biblioteka i dom kultury nie zostaną zmuszone do przeprowadzki?
- Uważamy, że obiekty są teraz odpowiednio użytkowane, jeszcze raz podkreślam, że chcemy całość załatwić ugodowo. Dla nas orzeczenie kto jest właścicielem jest bardzo ważne. Musimy dbać o własne interesy. Przykładowo utrzymanie cmentarza jest dla nas również kosztowne, więc musimy pozyskiwać środki na ten cel. Ogólnie cała sprawa zwrotów nieruchomości jest w Polsce bardzo wrażliwym tematem. Może tym razem ja zadam panu pytanie: Czy walczyłby Pan o zwrot własnej nieruchomości?
- Na pewno tak.
- I teraz mówisz pan jak Abraham - cieszy mnie fakt, że przynajmniej państwa gazeta stara się przedstawić całą sprawę w miarę rzetelnie. Jest to ważne, gdyż niejednokrotnie jesteśmy przedstawiani jako osoby, które chcą okraść Polskę. Chcemy tylko otrzymać to co należy do nas i nic więcej. Skąd niejednokrotnie bierze się tyle nienawiści wobec nas naprawdę nie wiem. Tych ludzi jednak traktuję jako margines - wiem, że w Polsce żyje znacznie więcej ludzi, którzy podchodzą do sprawy mniej emocjonalnie.
rozmawiał Marek Malinowski, fot. jsw
Nadbużańska Szkoła Wyższa
Pierwszy rok akademicki (dodane 13.X.2002)
Data 11 października 2002 roku z pewnościa znalazła już poczesne miejsce w historii Siemiatycz. Tego dnia bowiem nastąpiło uroczyste otwarcie, po trzyletnich staraniach członków założycieli Nadbużańskiego Stowarzyszenia Edukacyjnego, pierwszego roku akademickiego samodzielnej Nadbużańskiej Szkoły Wyższej w Siemiatyczach. Po dwuletniej współpracy bowiem z Akademią Podlaską w Siedlcach, decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej, z dniem 1 września 2002 r szkoła ta otrzymała status samodzielnej uczelni. W otwarciu roku akademickiego, które odbyło się w sali starostwa powiatowego, która pełni rolę auli NSW, wzięło udział wielu gości: przedstawiciele władz samorządowych różnych szczebli, proboszczowie parafii, dyrektorzy szkół, członkowie Nadbużańskiego Stowarzyszenia Edukacyjnego, no i oczywiście studenci.

Uroczystość rozpoczął odśpiewaniem hymnu akademickiego Gaude Mater Polonia chór pod kierunkiem Heleny Szczygoł. Rektor w wystąpieniu otwierającym przedstawil historię powstania uczelni oraz jej aktualny stan i zamierzenia. W wystąpieniach było wiele podziękowań, oraz odczytanie adresów gratulacyjnych m.in. od ministra edukacji i ks. biskupa drohiczyńskiego. Prezes NSE Andrzej Bartosiak stwierdził m.in.: To dzięki wielu pesymistom udało się nam, doprowadzić do finału rozpoczęte dzieło, jakim było powstanie NSW.
Na zakończenie dobyło się złożenie przysięgi przez studentów pierwszego roku w liczbie ok. 70 osób, oraz rozdanie indeksów. Gratulujemy inicjatorom powołania uczelni doprowadzenia sprawy do takiego końca, który stał się początkiem nowego rozdziału. Studentom życzym powodzenia. /jn,fot.jn/
NSW to uczelnia niezawodowa, 3-letnia, ukończenie jej daje tytuł licencjata Nauk Zarządzania Firmą, z możliwością kontynuowania nauki w Akademii Podlaskiej w Siedlach. W programie problematyka gospodarcza i prawna, integracja europejska. Szkoła zatrudnia 14 profesorów, 9 doktorów i 5 magistrów. Inicjatorzy tego przedsięwzięcia, jak i rektor NSW prof. dr Zbigniew S. Mirgos pragną w przyszłości na bazie wyższej szkoły zbudować w Siemiatyczach ośrodek nauki i rozwoju przedsiębiorczości służący mieszkańcom regionu nadbużańskiego.
Siedemnaście osób z Siemiatycz skazanych za narkotyki
Więzienie i leczenie (28.IV.2002)
Sprawa licznych aresztowań w związku z handlem i zażywaniem narkotyków w Siemiatyczach na początku 2000 roku, znalazła teraz swój finał. W ubiegłym tygodniu Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał siedemnaście osób z Siemiatycz za handel i posiadanie narkotykow, głównie heroiny i marihuany.

Zdaniem sądu główną rolę w procesie odgrywali 31-letni Adam G. i 25-letni Wojciech P., którzy od 1998 roku byli głównymi dostarczycielami heroiny, amfetaminy i haszyszu w Siemiatyczach. W poniedziałek 8 kwietnia zostali za to skazani na cztery i pół oraz na cztery lata więzienia. Pozostali oskarżeni otrzymali wyroki od 2 miesiecy do 2,5 roku pozbawienia wolności. Niemal wszyscy ukarani zostali grzywną w wysokości od 5 tys zł do 300 zł, oraz nawiązkami w wys. 1000 - 800 zł.
Siedmiu osobom warunkowo sąd zawiesił wykonanie kary na cztery lata. Dodatkowo sąd postanowił umieścić Adama G., Wojciecha P. i Marka G. w takim zakładzie karnym, w którym będą mogli być leczeni z uzależnienia. Pozostali muszą zacząć się leczyć zanim zaczną odbywać karę.
Jak wynika z procesu - znaczną klientelę hadlarzy stanowili kilkunastoletni uczniowie siemiatyckich szkół średnich i gimnazjów, którzy w narkotyki zaopatrywali się na boiskach szkolnych, przed szkołami. Tam bowiem działali handlarze, który na początku rozdawali narkotyki za darmo, świadomie wciągając w uzależnienie, również tych najmłodszych. Wyrok nie jest prawomocny.
Również obecnie siemiatycka policja prowadzi postępowania w sprawie posiadania i handlu narkotykami. /opr.jn, fot. Muchał Kośc, Kurier Poranny/
Jak już wcześniej pisaliśmy, od 17 października 2001 r. w budynku Starostwa Powiatowego w Siemiatyczach urzęduje VIII Zamiejscowy Wydział Grodzki Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim, w miejsce dawnego Kolegium d-s Wykroczeń. Na jego czele którego stoi sędzia - osoba mająca prawo rozstrzygania spraw i wymierzania sprawiedliwości.

- Gdzie Pani pracowała przed podjęciem pracy w Siemiatyczach?
- Pracę rozpoczęłam w Sądzie Rejonowym w Warszawie dzielnica Mokotów. Tam też robiłam asesurę. W 2001 r. Pracowałam jako sędzia w Sądzie Rejonowym w Bielsku Podlaskim III Wydział Rodzinny i Nieletnich. Od połowy października 2001 r. pracuję tutaj jako sędzia i przewodnicząca wydziału.
- Czym różni się praca wydziału grodzkiego od poprzednio działającego kolegium ds. wykroczeń?
- Do zadań kolegium należało przede wszystkim rozpoznanie spraw dotyczących wykroczeń. Natomiast wydział grodzki powiększył swoje kompetencje o rozpoznanie takich spraw jak: wykroczenia i przestępstwa skarbowe zagrożone karą grzywny do 360 stawek dziennych lub karą ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat; - przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego, czyli sprawy, w których osoba pokrzywdzona może jako oskarżyciel prywatny wnosić i popierać oskarżenie o przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego; przestępstwa określone w art. 178 a § 1,2 Kodeksu Karnego, czyli kierowanie pojazdami mechanicznymi w stanie nietrzeźwości. Poza tym sprawy cywilne np. roszczenia wynikające z umów, jeżeli wartość przedmiotu sporu nie przekracza 5000 zł oraz sprawy o zapłatę czynszu i najmu lokali mieszkalnych
- W naszej rozmowie padła nazwa 360 stawek, co to jest i jak się je oblicza?
- Jeżeli chodzi o przestępstwa tę grzywnę wymierza się w tak zwanych stawkach dziennych, określając liczbę stawek i wysokość jednej stawki. Każda taka stawka nie może być niższa niż 10 zł i wyższa 2000 zł. Ustalając stawkę dzienną bierze się pod uwagę dochody sprawcy, jego warunki osobiste, rodzinne i możliwości zarobkowe.
- W Siemiatyczach stopień bezrobocia wynosi 8 %, czy w związku z przeistaczeniem kolegium w wydział grodzki, powstały jakieś nowe stanowiska pracy?
- Niestety nie. Nastąpiła tylko zmiana w sekretariacie. Zatrudniono kierownika sekretariatu Panią Edytę Sobolewską.
- Kto może oskarżać przed wydziałem grodzkim?
- Oskarżycielem publicznym w większości spraw jest policja. W sprawach o wykroczenia przeciwko prawom pracownika jest oskarżyciel publiczny - inspektor pracy. Organom administracji rządowej i samorządowej, strażom gminnym i miejskim oraz organom kontroli państwowej i kontroli samorządu terytorialnego uprawnienia oskarżyciela publicznego przysługują wówczas, gdy w zakresie swego działania ujawniły wykroczenie i wystąpiły z wnioskiem o ukaranie Osoba pokrzywdzona także ma prawo złożyć wniosek o ukaranie, w sprawach o wykroczenia ścigane na żądanie pokrzywdzonego.
- Jakie sprawy trafiają tu najczęściej?
- Najczęściej są to takie wykroczenia jak:kierowanie w stanie po użyciu alkoholu i w stanie nietrzeźwości (wykroczenie 0,1 mg/dm3 - 0,25 mg/dm3 i przestępstwo ponad 0,25 mg/dm3); kolizje drogowe, kradzieże, których wartość nie przekracza 250 zł.
- Większość spraw kończy się orzeczeniem winy i wymierzeniem kary. Jaka jest najmniejsza i największa kara nałożona na obwinionego i oskarżonego?
- Kary stosowane w wykroczeniach to: areszt od 5 do 30 dni, ograniczenie wolności na 1 miesiąc, grzywna od 20 do 5000 zł oraz bardzo rzadko stosowana nagana. Kary stosowane przy przestępstwach to: grzywna w wysokości od 10 do 360 stawek dziennych; ograniczenie wolności od 1 do 12 miesięcy oraz pozbawienie wolności do lat 2.
- W jakim wieku najczęściej są oskarżeni?
- W bardzo różnym wieku. Zdarzają się 18, 30 lub 70 letni.
- Na ul. Górnej w budynku LOK-u przygotowuje się lokal pod waszą działalność. Kiedy możemy się spodziewać waszej przeprowadzki?
- Jak dowiedziałam się od Prezesa Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim sędziego Wiesława Oksiuty, planujemy przeprowadzkę na przełomie czerwca i lipca 2002 r.
- Dziękuję za rozmowę. /Edyta Anna Brzozowska, fot. jsw/
Copyright © Agencja Informacyjna Głos sc GŁOS